opowiadanka 121-130
³adys³aw atuty dodatnie o temperaturze niskiej szepta³ ustami oziêb³ymiW
³adys³aw Kicia-Sru w dziwaczne filozofie okutany by³, nad nieszczêœciami w zachwyty popadaj¹c. ‘Bo w ¿yciu,’ powiada³ ‘wszystkiego wypróbowaæ trzeba..’ To i próbowa³. W tropiki najpierw wyjecha³, maj¹c lat 24. Na miejscu chatynkê ze s³omy najlichszej wynaj¹³ od samego mistrza voodoo, co to w arkanach wiedzy potajemnej co dnia o zmroku tañcowa³. W spiekocie równikowej sieczka z daszku pochy³ego na kark mu lecia³a sypkoœci¹ swoj¹ ³askotliw¹, ale W³adys³aw z zachwytem przyjmowa³ ow¹ nie³askawoœæ. Gdy zaraza tropikalna poletka mizerne w pustki obwlek³a i g³ód zajrza³ w œlepia czarnoty tubylczej, W³adys³aw wykrzykiwa³ po wsi s³owa uchu wielce niemi³e, co to pustka kiszek szlachetnoœci¹ siê widzi, bo to ponoæ uœwiêca ducha, z chytroœci doczesnych go przewietrzaj¹c. Sam mistrz voodoo Cotonoto Karambamutwa z aprobat¹ przyj¹³ m¹droœci owe, choæ co prawda, dupa u niego spasiona by³a bo to w podarki obdarowany sielankê smakowa³ niebylejak¹. Kiedy jednak nic oprócz robactwa rozhasanego do ¿arcia siê nie osta³o, W³adys³aw w cichoœci nocy z tropików zwia³.Po
powrocie do domostwa swego, W Ligii Mi³osierdzia Ochrony Iluzjonistów z Podkarpacza Dolnego siê zakotwiczy³. Bardzo niski Góral i bardzo wysoki Ukrainiec w cz³onkostwie tym do spó³ki z nim siedzieli, a w izbie nieogrzewanej, gdzie zimnica sroga swawole wymerdywa³a. Gdy ci dwaj granatowo-sini od ch³odu owego niegodziwego truchleli na krzese³kach swych twardawych, W³adys³aw atuty dodatnie o temperaturze niskiej szepta³ ustami oziêb³ymi. Co to niby ch³ody wielce po¿yteczne s¹, bo zarazy i choróbska do cna unicestwiaj¹, a ju¿ najbardziej przyjazne otyliŸnie spo³ecznej bywaj¹, ¿e to wiadomo w zimnie tupie siê i podryguje dla rozgrzewki, a to szczup³oœci do taktu przygrywa.Gdy
s¹siad, Zbigniew Comidasz na biedê sw¹ wykrzykiwa³ s³owa nieprzychylne, W³adys³aw prawi³, co bieda uszlachetnia dusze po Ziemi cwa³uj¹ce i zaszczyt ci to pust¹ sakw¹ wymachiwaæ pod nos kacykom w bogactwa przyodzianym! Comidasz racje swe piastowa³ w pasji Judasza podczas zdrady Chrystusa. D³ugoletni cz³onek Organizacji Biedaków w gminie Dziadoska Torba, zajmowa³ siê szyciem marynarek dla marynarki wojennej w Gwineii Pó³nocnej, bo tam podobno przeci¹gi szala³y okrutne, torsa ch³opów owych ros³ych srodze przech³adzaj¹c! I do tego udziela³ siê w Ochronie Promocji Zacisza w Legionie Znerwicowanych Dentystów, a przez ca³e 30 lat biega³ z miejsca do miejsca i tyle z wysi³ków tych mia³, co garczek cienkiej zupki raz dziennie sobie gotowa³. Czasem cukiereczki jakieœ tam cmokta³, ale tylko wtedy, gdy ktoœ go poczêstowa³, bo ponoæ s³odkoœci lubia³. W³adys³awa nie lubia³, bo co mu tam po wychwalaniu biedy. No, na staroœæ W³adys³aw berety dla Rastamanów w podrygach charytatywnych szyde³kowa³ i gdy taki d³oñ po dar wyci¹ga³, p³aciæ sobie kaza³. Robi³ to ponoæ z zemsty, bo swego czasu Murzyn ukrad³ mu kapelusz i potem dolara chcia³ za oddanie. Rastamanów w siedzibie jego siedzia³o oœmiu i ka¿dy da³ siê nabraæ, p³ac¹c za beret, któren niby to za bóg zap³aæ byæ powinien.ê twarzy wyd³u¿onej widzia³ i dziwowa³ siê temu wielce...
W
³odzimierz Niedobry, by³ cz³owiekiem dobrym i z natury wielce us³u¿nym dla kiciusiów, których los poskromi³ tego i owego w ¿ywocie upierdliwoœci ziemskiej. Nie pi³ i nie pali³, a to trzecie od czasu do czasu, ¿e to czasu na ruchanie mia³ niewiele. Zy³ skromnie. W latach, gdy grawitacja nikczemnoœci swych nie okazywa³a jeszcze na gêbie jego, pracowa³ przy produkcji dzwonów dla g³uchoniemych wêdkarzy, a¿ sam s³uchu siê wyzby³ przy tym zajêciu uchu niemi³ym i profesjê zmieniæ musia³. Tak i te¿ zatrudni³ siê przy produkcji kukie³ dla ¿o³nierzy czeskich w Kazachstanie, jako ¿e tereny tam puste wielce i samotnoœæ chorob¹ sieroc¹ tañcuje po czasie nied³ugim. Poza tym udziela³ siê w charytatywnym zjednoczeniu zdunów w ramach rozwoju harcerstwa na Pomorzu, a tak¿e by³ cz³onkiem Spó³dzielni Hydraulików dla perkusistów z Armii Zbawienia. Co prawda, herbatkê jeno zaparza³ w cz³onkostwie owym hydraulicznym, bo to na ich profesji siê nie zna³, gdy¿ na ten przyk³ad rurka pod zlewem u niego ciek³a od lat czterech, a naprawiæ nijak nie potrafi³. Znajomek jego, Zbigniew Fekal, namawia³ go iœcie natarczywie, aby do Ligii Kompozytorów Melodii dla Smutnych Nudystów Wieku Podesz³ego wst¹pi³, jako ¿e on sam pilnie siê tam udziela³, instrumenty muzyczne reperuj¹c, na czym ponoæ W³odzimierz Niedobry rozeznanie mia³ iœcie niebylejakie. Fekal z odmow¹ Niedobrego niestety do czynienia mia³, bo to s³uch muzyczny u tego drugiego rajcowa³ gam¹ wielce cichaw¹. I gdy dnia pewnego pisemko otrzyma³ od Stowarzyszenia Filantropów na rzecz samopomocy rencistów bydgoskich, co to w chwale proœby o wspomo¿enie moralne wyst¹pi³o, zgodê wyrazi³. Zbigniew obrazi³ siê na zgodê ow¹, jako ¿e organizacji tej nie popiera³ z pasj¹ z³oœci ca³kowitej, co to warcza³a w g³owie jego srodze zawiedzionej. A bo to raz puka³ do siedziby ich wielce niedostêpnej tym, co potrzeby okrutne piastowali? U Zbigniewa ranta by³a tak mizerna, jak chucie starca na widok starej baby, a przecie¿ swego czasu udziela³ siê przy zbiorze p³aszczy przeciwdeszczowych dla Hiroszymy i Nagasaki i 2 dni w tygodniu spêdza³ przy sortowaniu pó³butów na obozie wypoczynkowym dla recydywistów wiêziennych... Hej, co to by³y za czasy! Ale potem, gdy choroba œw. Piotra sztywnoœæ koñczyn mu wymerda³a i ni zbieraæ, ni sortowaæ ju¿ nic nie poradzi³, do grona nieu¿ytku spo³ecznego do³¹czy³ w cugu iœcie nieciekawym, bo to chêci u niego podrygiwa³y, ale cia³o uparcie zadoœæuczynienia odmawia³o. To i wielce obrazi³ siê na W³odzimierza, co on w sponsorstwo wystartowa³ wielce niegodziwe. W nocy pod okna jego cha³upy siê zakrada³ i w gwizdek dmucha³, ha³asy piskliwe czyni¹c. A ¿e to co noc czyni³ przez lat 5, usta w tr¹bkê paskudn¹ los mu zwin¹³. No, a W³odzimierz, ¿e to og³uch³y by³, gwizdka nie dos³ysza³, tyle, co paskudê twarzy wyd³u¿onej widzia³ i dziwowa³ siê temu wielce...koniec
7.11.08ñska rozpusta
Zbigniew
Kruchta pracowa³ w szwalni p³aszczyków dla panów o zniewieœcia³ej naturze. Sam peda³kiem nie by³ i swojego czasu nawet siê o¿eni³. Baba jego 2 metry i 3 cm wzrostu piastowa³a, a ¿e on niewielkiej postury by³, do pasa zaledwie jej siêga³. We wsi powiadano, co siê jej ba³, bo ponoæ tam go bi³a i przymusza³a do nicpoñstwa pod pierzyn¹ nawet wtedy, gdy biedaczek merdawki jêzyka siê nabawi³ od psocenia tego ci¹g³ego. A¿ dnia pewnego, gdy to czwarta jesieñ wichur¹ zatarabani³a ponad wsi¹, Zbigniew do miasta uciek³ o œwicie. W skarpetkach ino by³ i palcie starym, co to chwalebnie do kostek siêga³o, juwenalia sterane brykaniem nieposkromnionym os³aniaj¹c. Bieg³ przez pola, a potem skrada³ siê uliczkami przedmieœcia. A ¿e nie by³o tam ni-brata-ni-kamrata, co to by przyj¹³ pod dach swój goœcinny, do Przytu³ku Samotnych Kawalerów zapuka³. Tam na spytki iœcie k³opotliwe go wystawili.A
¿ dnia pewnego, 15-stu Cyganów siê pojawi³o, o ³aski przygarniêcia wyp³akuj¹c. Ros³e to by³y ch³opy. Spasione! a w ko¿uchach do ziemi, a ka¿den ³añcuch szczeroz³oty i grubaœny na szyji piastowa³. Mieli i pierœcienie po 2 na ka¿dym palcu cia³a, i nawet kutasy przyozdobione by³y nale¿ycie wisiorkami filigranowymi. Ale to ostatnie bardzo nie spodoba³o siê kierownikowi, gdy¿ rozpust¹ siê widzia³o wstydliw¹ dla oka tego i owego, to i tym razem przepêdzi³ Cyganów...koniec
26.11.2008³uchaæ, czy nie s³uchaæ...?
W
³adys³aw Maruda ciekawie czas na ziemi spêdza³ nieŸle se radz¹c. Po ukoñczeniu szko³y podstawowej w gminie Fajeczki Nabite, dosta³ siê do pracowni wyrobu kuwet dla szpitala okulistycznego, jako ¿e zamyszony wielce by³ i trzymano tam ok. dwustu kotów w celu odmyszenia. A ¿e W³adys³aw pracowity by³ wielce, to dorabia³ se tak¿e w szwalni bielizny dla Masajów. A¿ w wieku 38 lat dobryka³ siê jednoizbowej cha³upy pod lasem, sk¹d do najbli¿szej wsi, Puste Wory, by³o 10 km. Do pracy doje¿d¿a³ rowerem, a tak wartko peda³owa³, ¿e i autobus wyprzedziæ potrafi³, a pod górê by³o! Zapa³ energii jego niewyczerpanej premie i nagrody wyciska³ z rogu obfitoœci kadr produkcyjnych. Oto wiadro ze stali nierdzewnej raz otrzyma³, a bywa³o, co krawat w modn¹ kratkê i termos czterolitrowy te¿ dosta³. Za docenê niebylejak¹ gesty owe przyj¹³, tote¿ w rewan¿u czêsto-gêsto z ogródka co nieco zarwa³ i w torbie hojnie wype³nionej do pracy przytaska³. By³y kalarepki s³odziusieñkie, chrupkie kalafiorki, metrowe ³ody¿ki rabarbaru, to znowu cebulka-dymka tak ostra, co przez tydzieñ równy gêbê przypieka³a iœcie pikantnie. Kierownik szwalni rodowitym Murzynem by³ i bêben ze skóry hipopotama mu raz sprezentowa³, a piêknie wymalowany ci by³ przez samego mistrza podskoków w tañcach masajskich; Botonieco Abrakadabrê. W³adys³aw Maruda na plecach dar owy do cha³upy wióz³, a po ciemku i pora jesienna ci to by³a. Przez las jecha³, bo to w polu otwartym wiatrzysko hula³o jak stara baba na randce z m³odzieniaszkiem. W lesie wiadomo, cisza siê swawoli³a jako-taka, aczkolwiek dró¿ka wyboista to i podskakiwa³ nieciekawie. A¿ tak podskoczy³, ¿e bêben z grzbietu mu spad³ i w krzewiny przyœcie¿ne siê potoczy³ w podrygach nag³ych. Gdy go po ciemku wymaca³, dziura wielkoœci dwóch piêœci œrodek ca³y zbeszczeci³a nikczemnie. Nim do cha³upy dojecha³, wichura beretkê porwa³a mu z g³owy niebylejak ochuchanej przewiewem tym jesiennym!Ten
drugi szczegó³ nicoœci, wa¿noœæ przestrogi iœcie upierdliwej wymerda³ na sam wierzch realnoœci wirtualnej. Bo jakkolwiek w dodatnich podrygach stosunki w pracy u niego hasa³y, prawda tañcowa³a na inn¹ melodiê. Fakt bowiem by³, co W³adys³aw w zamian za ogrom energii wypatroszonej ze systemu swego na rzecz przydatnoœci pracodawców, gówno z tego mia³. No, by³a cha³upa, a w niej dach dziurawy, no i pluskwy te¿ by³y, a nie by³o na ten przyk³ad kanalizacji i mocz to musia³ ju¿ oddawaæ do wiadra, a z ka³em biegaæ w las. Codziennie sra³ pod innym drzewem.Porwanie
beretki przez wichurê by³o punktem zwrotnym w ¿ywocie W³adys³awa. Wnet bowiem zaprzesta³ starych swych zajêæ i zatrudni³ siê jako stró¿ nocny w Skupie Wypatroszonej Rogacizny. D³ugo tam jednak nie zabawi³, bo nie dosyæ, ¿e œmierdzia³o tam bardzo nieprzyjemnie, ¿e to kierownictwo sk¹pi³o na zakup ch³odziarek i miêsiwo w kadziach wprost na korytarzu truchla³o, to jeszcze marz³ tam nieprzyzwoicie, ¿e to napitku gor¹cego wœród nocnej ciszy zakosztowaæ nie móg³, bo termos by³ zbyt wielki, by do pracy co wieczora dŸwigaæ. O kupnie czajnika nie pomyœla³. Bo to wiadomo, wydatek nadprogramowy wielce by³.Z
opresji wabawi³ go kolega, Zbigniew Dopomó¿. Sam pracowa³ przy produkcji pasztetu dla ogrodników w miejscowoœci Kosteczki Mielone, i jak twierdzi³, kapela dostatku mu ¿eœko przygrywa³a do taktu. Bo to bu³eczki z jagodami konsumowa³ co dnia na œniadanie, a na obiad jaja królicze w potrawce lubelskiej te¿ smakowa³. A ¿e to na zimê sz³o, w futrze do kostek paradowa³, podczas, gdy W³adys³aw w marynareczkê lichutk¹ wciœniêty by³.otworzy³
W
³adys³aw Radoœæ by³ przystojny i bogaty, a Zbigniew Niedola by³ brzydki i biedny. A ¿e mieszkali blisko siebie, bo zaledwie p³otem oddzieleni, bardzo z powodu owych ró¿nic siê nie lubowali. Ba, warczeli na siebie jak wœciek³e psy nad pust¹ misk¹. A ¿e Zbigniew wycmoktany przez biedê bryka³ wœród zad³u¿eñ i niepowodzeñ, ten warcza³ g³oœniej i czêœciej.Tak
to niesnaski oto siê panoszy³y intensywnoœci¹ sw¹ w utopiê przyodziane, bo po prawdzie, bo po prawdzie ¿adna ze stron nie chcia³a wypstrykn¹æ skruch¹ na ugodê, i gdzie dobra wola uœpiona by³a niczym pijak po litrze denaturatu! Hej¿e-ha! czas to by³ te¿ niewybredny, bo letnia ci ta pora podrygiwa³a gor¹cem strasznym, gdzie wœród oparów nieciekawych muchy bzyka³y, bo to zwabione resztkami ze sto³u bogatego wariacji istnej dostawa³y. Sytuacja ta piszcza³a nut¹ niebylejakiej irytacji Zbigniewa Niedoli, bo Radoœæ, nie doœæ, ¿e ¿ar³ jak krowa a iœcie po królewsku, to jeszcze odpadki za okno z talerza zgarnia³.A
¿ razu pewnego, Piotr Torba, co to promowa³ dru¿ynê masochistów wietnamskich na zawodach sportowych w miejscowoœci Podskoki Daremne, w pobli¿e siê nawin¹³. Na rowerze ci to jecha³, a ¿e promowana dru¿yna przegra³a pierwsz¹ rundê siedzenia w kucki a nago pod dziurawym szambem, rozstroju nerwowego dosta³ i poczu³, co kiszki opró¿niæ musi. Do drzwi Niedoli zapuka³, gdy ten akuratnie szmatk¹ nadzian¹ na kij, muchy rozgania³, co to bzycza³y okrutnie wedle okna. W³adys³aw Radoœæ serek jakiœ nadpsuty z samego rana na dwór wyrzuci³, nieœwiadomy, ¿e kreszendo czynu owego nast¹pi w godzin parê. Niedola, poruszony czynem tym nikczemnoœci¹ nadzianym, 2 razy puka³ do drzwi Radoœci by z³oœci swej zadoœæuczynienie wycmoktaæ, ale tamten nie otwiera³. Teraz, gdy z kolei pukanie rozleg³o siê przy drzwiach Niedoli, postanowi³, co i on nie otworzy...-
Ech, nie doœæ, ¿e dziad groszem nie przydzwoni i gêba u niego paskudna, to jeszcze takich zasrañców goœci pod swym progiem... - koniec 8.12.08œci kontra komandosi
Zygmund
Chochla by³ kucharzem na sto³ówce dla Stowarzyszenia Anarchistów, we wsi Kapela Pankowa. Pasja pichcenia przy garnkach rozbucha³a siê u niego niczym misja dnia pewnego, gdy wyg³odnia³y kolega z akademika skonsumowa³ 5 talerzy zupy jego autorstwa. Bodaj¿e by³a to pierwsza aprobata w ¿ywocie jego w przeci¹gach niezdecydowania hulaj¹cego. Kole¿kowie jego w akademikach spoczywali, bo to uczyæ siê poszli, a on w hotelu robotniczym z dziatw¹ wielce nieintelektualn¹ wizje szarej rzeczywistoœci piastowa³ przy puszeczce piwa taniutkiego. Pracowa³ wtedy w spó³dzielni garbowania skórek króliczych na rzecz niewidomych zegarmistrzów. Niestety ch³odnawe to by³y œwiata strony i ci obywatele, oœlepli od wieloletniego grzebania przy zegarkach damsko-mêskich, marŸli zimow¹ por¹ okrutnie w dupy, ¿e to wiadomo praca pó³siedz¹ca jest, bo co chwila taki czeladnik musi siê przecie podnieœæ by siêgn¹æ po tê œrubkê, czy tamt¹ sprê¿ynkê. Wszyta w spodnie skórka królicza przyjemnie ociepla³a poœladki. Nieprzyjemna zaœ by³a ta ca³a produkcja, ¿e to z racji garbowania, ceremonia ta wielce smrodliwa by³a. A p³acili te¿ mizernie, ¿e Zygmund dorabia³ sobie dmuchaniem w tr¹bê przy orkiestrze dêtej, która przygrywa³a w klubie dla tranwescytów... Tam te¿ Ÿle p³acili. A¿ koniec z koñcem, rzuci³ obydwa zajêcia te iœcie niepokoj¹ce finansowo w treœci swej, i karmieniem brzuchów anarchistycznych czas wype³ni³.Stowarzyszenie
niewielkie by³o, bo tylko szeœciu ich siê tam cwaniaczy³o, a i te¿ ch³opy podstarza³e mocno, bo najm³odszy liczy³ se lat 71, to i apetyty u nich bryka³y raczej wœród chudych jarzynek. Niemniej wieœ silnie sponsorowa³a ich zapa³y, co to g³ównie w relacjach s³ownych rozg³os zdoby³y, jako ¿e ponoæ tam kiedyœ z prawem wœród niezgody powarkiwali.Z
pozycji kucharza zrezygnowa³. koniec 9.12.2008³a spojrzenia
Cicho
œci¹ szeptu swego wymówi³ podsumowanie swawoli doczesnej;-
Ty siê do niczego nie nadajesz..! - krzykn¹³ raz tatulo, gdy Zbigniew wiaderko kaczej karmy zmarnowa³, bo to uchwyt pêk³ na pó³ i do korytka nie doniós³. A ¿e to dusza u niego by³a wielce wra¿liwa, delikatnie te¿ tañcowa³ podczas czasu przysz³ego, dbaj¹c, co by ni miêœni ni umys³u w podrygach owych nie nadwerê¿aæ. Dla tych, co nie zapoznani byli z przyczynami wra¿liwoœci jego, uduchowionym poet¹ siê prawie ¿e widzia³, p³eæ piêkn¹ uwodz¹c g³êbokim spojrzeniem oczu ciemno-przepastnych. Ale, na spojrzeniu siê koñczy³o, bo do powiedzenia mia³ tyle, co kot na temat algebry. Co niektóre panie wyrachowa³y sobie, ¿e z myœlicielem wœród romansu rajcuj¹, bo to i min¹ filozofa te¿ nadrabia³, gdy taka czy inna smakami kulinarnymi go pieœci³a, a potem pod pierzynê w czeluœci ciep³oty piórkowo-cielesne go narowi³a.Pierwsz
¹ noc po niewoluntariuszowym opuszczeniu abody Janiny Driurki, spêdzi³ w Stowarzyszeniu Poetów na rzecz rymów wyszukanych. Kierownik, Janusz Delikatny, w kuchni na hamaku go ulokowa³, jako ¿e stowarzyszenie iœcie przepe³nione by³o twórcami wielce uduchowionymi talentem s³ownym! Byli mówcy, przemówcy, filozofowie, pisarze wszeracy, i ci, co wykrzykuj¹ racje mistyczne te¿ tam goœcili, bo to wiadomo od pracy stronili niczym z³odziej przed pust¹ kieszeni¹, a brzuch po¿ywiæ choæ raz dziennie trza. Có¿, Zbigniew Darmocha, choæ zjeœæ potrafi³ jak s³oñ, rymu nijakiego u³o¿yæ nie potrafi³, a bez tego, jego g³êbokie spojrzenie p³ytkim nagle siê sta³o. Na filozofa te¿ wkrêciæ siê nie da³ rady, bo zapytany o myœli orygina³em rozmerdane, niczego wyczarowaæ nie potrafi³.Tak
to Janusz Delikatny, niedelikatnie odes³a³ go na saksy losu niewiadomego. Ot, i trafi³ niecnota do wytwórni œrubokrêków dla ³odzi podwodnych w £odzi, ale tam, ku utrapieniu jego swawoli wypieszczonych, ostro zapierdalaæ trzeba by³o. Od ha³asu i spiekoty, co to z kot³a lawy bucha³a niczym para z dupy smoka wawelskiego, Zbigniew rozstroju nerwowego dosta³ iœcie szybko, bo ju¿ na drugi dzieñ.Przep
êdzi³ Zbigniewa, co to na Chrystusa pozowa³, a po tygodniu, ¿e to mi³osierny by³, przyprowadzi³ do domu takiego, co to do Hari Krishny podobieñstwo piastowa³...koniec
15.12.2008siedzi, ten musi wstaæ...
Bardzo
wysoki Niemiec i wybitnie niski ¯yd siedzieli na taboretach i przenikliwie patrzyli na W³adys³awa. On tak¿e siedzia³. No, i patrzy³, jak tamci patrz¹ na niego. Patrzyli wiêc siê wszyscy na siebie. A¿ ¯yd dosyæ mia³ tego patrzenia i wsta³. By³ jeszcze ni¿szy ni¿ to siê wydawa³o, gdy siedzia³. Teraz patrzy³ pod innym k¹tem. Gdy Niemiec wsta³, W³adys³aw popatrzy³ na niego z innej strony, A ¯yd te¿ spojrza³ inaczej. Gdy W³adys³aw wsta³, ¯yd przesta³ wydawaæ siê taki ma³y, bo przy W³adys³awie, Niemiec nie by³ wcale taki wysoki. ¯yd by³ tylko trochê ni¿szy od W³adys³awa podczas, gdy ten by³ trochê ni¿szy od Niemca.Teraz patrzyli na siebie tak, ¿e ¯yd patrzy³ do góry, Niemiec na dó³, a W³adys³aw raz go góry, a raz na dó³. Spojrzeniom tym nie by³o koñca, ani - pocz¹tku. Bo i kto na kogo spojrza³ pierwszy? A kto by³ ostatni? Gdy ¯yd siada³ na taborecie, to patrzy³ na Niemca, a ten tak¿e spogl¹da³. Na W³adys³awa patrzyli razem, a on patrzy³ na nich. Potem, gdy wstali, nadal patrzyli, tylko ¿e inaczej. koniec 20.12.2008³aw zmartwienie piastowa³ paskudne...
-
Panie lekarzu, mi strasznie œmierdzi z dupy... - powiedzia³ na wstêpie Bugus³aw Pupa.Bugus
³aw zmartwienie piastowa³ paskudne, bo to przekonany by³, i¿ og³uch³. Od t¹d mowa jego w wykrzykniki przyodziana by³a, a¿ kolega, Maciej Koœció³ek uwagê mu zwróci³, aby siê tak nie wydziera³, bo niby s³ychaæ go by³o na drugim koñcu osiedla. Bogus³aw, ¿e to czu³y na uwagi by³, na Macieja zêby z³oœliwie wytrzeszczy³, oczy przymykaj¹c, co tego drugiego wystraszy³o niebylejak! Innych kolegów Bogus³aw nie mia³, a po wystraszeniu tego, nie by³o i jego. W samotnoœci jego natrêctwa ró¿norakie po g³owie mu hasa³y i raz nadziwiæ siê nie poredzi³, gdy to leg³ do snu z odbytem swêdz¹cym, a rano palce mu œmierdzia³y paskudnie. Wtedy to u lekarza wizytê sw¹ z³o¿y³ p³onn¹, jako ¿e tamten rady nijakiej nie wypstryka³. S¹siad, Jacek Cieñ, co to znachorem by³ po przeczytaniu encyklopedii metafizycznej, doradzi³, by Bogus³aw wzi¹³ z¹bek czosnku i przejecha³ sobie pomiêdzy poœladkami. Ale porada owa odstraszy³a Bogus³awa w istocie swej piek¹cej niemile.Bogus
³aw uciek³ stamt¹d po dniach paru, a ¿e mu siê fundusze wypustoszy³y okrutnie, wst¹pi³ do Zjednoczenia Zle Prosperuj¹cych Biedaków w miejscowoœci Smutki Upierdliwe. Tam porad¹ sypnêli, co by sprzeda³ wiolonczelê i na piszcza³ce graæ zacz¹³, bo to niby taniej.Tak
te¿ i nied³ugo potem, Bogus³aw popiskiwa³ na piszcza³ce, a wraz z nim bieda do duetu. koniec 10.1.2009raz siê nie uda³o...
Piotr
Ciupa opuœci³ mury wiêzienne po odsiedzeniu oœmiu lat za podrzucenie s¹siadowi, Zbigniewowi Kici, œmierdz¹cego worka na podwórze. Ponoæ trupem by³o czuæ ze œrodka...