opowiadanka 41-50

główna strona
strona informacyjna
opowiadanka      1-10
opowiadanka    11-20
opowiadanka    21-30
opowiadanka    31-40
opowiadanka    41-50
opowiadanka    51-60
opowiadanka    61-70 
opowiadanka    71-80
opowiadanka    81-90
opowiadanka    91-100
opowiadanka  101-110
opowiadanka  111-120
opowiadanka  121-130
opowiadanka  131-140
opowiadanka  141-150

 

Pracodawca

Wywiad z pijakiem

Filozofia użytku rąk

Rodzaje wiatrów

Filozofoczno-skomplikowane myśli pułkownika Stypy

Tabu przewodu pokarmowego

Złowrogość naturalna - czyli wymuszona miłość bliźniego

Bezkrytyczność bliźniego - czyli tabu

Portret pijaka

Pod płaszczykiem hojności ( kolejna część tabu )

  ©2005prawa autorskie humoru iście żenującego

 

Pracodawca

Gruby, nalany na gębie, siedział rozwalony na antycznej kanapie, a stopy obute w jedwabne skarpetki spoczywały na perskim dywaniku. Obok na stoliku o marmurowym blacie stał kryształowy kielich z szampanem... Wolniutko wyciągnął w tamtym kierunku pulchną łapkę z pierścionkiem na każdym palcu i upił łyk z kielicha. Wodził wokoło opitym bogactwem wzrokiem i z radością myślał o wykwintnej kolacji. To już niedługo, ale wnet pokazało się dno w kielichu i twarz grubego Pana i Władcy posiniała z nagłej irytacji...Pociągnął za rączkę dzwonka, która dyndała stale w zasięgu jego pulchnej ręki. Drzwi okute aksamitem i srebrnymi klamrami, uchyliły się natychmiast. W progu ukazał się młodzieniec. Odziany skromnie, prawie biednie, bijąc pokłony zbliżył się energicznie do postaci rozwalonej na antycznej kanapie. Była przecież sobota... Dzień wypłaty zasług. Trzeba być więc ekstra czujnym, by niczym nie rozgniewać pana.Wiernie jak pies, czatując prawie na kolanach, sprzątnął ze stolika puste już talerzyki po różnych smakowitych zakąskach, a na koniec wypełnił kielich nową porcją szampana.
Grubas
beknął przeciągle, a następnie fyrdnął w powietrzu stopą na znak, że na razie nic więcej nie potrzebuje... Ledwie jednak młody sługa opuścił pokój, jak znów rozległ się dźwięk dzwonka.
To
by się zgadzało..! Nadeszła bowiem pora wypłaty i to by oznaczało, że na dziś koniec...
Głodny
był i zmachany. To już tydzień tak lata, codziennie od czwartej rano, piastując nadzieję, że może w sobotę mu zapłaci... Tydzień temu Pan miał zły humor, bo usiadł tak, że rączka od dzwonka załaskotała go po nosie.
Biegał
więc teraz i trzepał po drodze modlitwy, żeby tylko przypadkiem nie powtórzyło się to samo... Wysilając uśmiech na zmartwionej gębie stanął na przeciwko grubasa. Nie śmiał pytać. Przecież Pan dobrze wiedział, że jest czas wypłaty.
- Gdzie kolacja..!? - warknął Pan i Władca.
Młody
sługa bijąc pokłony pobiegł truchtem do kucharzy. Wnet wjechał wózek z wystawnymi daniami. Młody sługa czekał z boku, Pan zje. Mdliły go cudowne zapachy, lecz stał cierpliwie. Czas upływał, mijały godziny, a Pan jadł... Ze smakiem ogryzał kosteczki bażanta i chrupał listki zielonej sałatki. Sługa zaś długo nad czymś myślał, w końcu, przełknąwszy ślinę odważył się.
- Gdzie wypłata!? - warknął.
- W dupie ! Sobacza mordo ! - Ryknął grubas bekając przeciągle, a następnie fyrdając obiema stopami w powietrzu. Rączka od dzwonka dyndała tuż przy jego nosie.
- Znów ma zły humor... - Pomyślał sługa.

KONIEC ( 1990 )

 

Wywiad z pijakiem

W chacie bieda, piszczy. Jedna izba. Dwa wyra zarzucone starymi płachtami. Na piecu w garnku coś kipi zasmradzając powietrze stęchłą parą. W kącie izby zbita gromada małolatów.
Bose
, brudne jak sagany, kłębią się w barłogu jak szczury w worku. Gospodarz, Stanisław Zagrycha, ucisza je co chwila groźnym wymachem palca wskazującego, to znowu pochylając czerwony, a długi pysk do mego mikrofonu...
- Panie, - powiada - a czy to ja winien..? Jej nie było, jak listonosz rentę przyniósł. Zjawił się Tadzik, wie pan, szwagier, nie wypadało nie zaprosić, a tym bardziej o suchej gębie siedzieć...-
Podrapał
się nad uchem.
- Cisza tam cholery ! - Zawołał nagle, grzmocąc pięścią w stół.
- Pracuje pan obecnie ?... - Spytałem, wykorzystując nagle nastałą ciszę .
- Aaa, dorywczo. Tu trochę, tam trochę, gdzie się da... -
- Na przykład ? -
- W polu u sąsiada robiłem, to i grosz przez parę dni był. Potem... - Zaciągnął się ‘klubowym’ i rozkaszlał. - Potem... - ciągnął ochryple - Tadzik przychodzi i powiada ; Mam dla ciebie coś lepszego,...wie pan - zniżył głos, pochylając się - To pułkownik... W wojskowości siedział od wojny i wiodło mu się niezgorzej, a jakże, różności do domu znosił, kobieta nie pracowała, bo po co ...? Ogródek jeno obrządzała, chałupę prowadziła, a wzorowo, bo i czysto było i dostatnio, wódeczka dobra i zakąska, jak się należy... Te !!! Gdzie cie znowu niesie ?!... - Krzyknął w stronę małego urwisa drepczącego ku drzwiom. Chłopak zawrócił. Kapuściane uszy, gil pod nosem ...
- Polecił mnie więc Psiurce. Zdun, wie pan. Piec stawiali nowy w kotłowni pod lasem, a ja znam się na tej robocie. Poszli my więc w to miejsce jeszcze z wieczora, przechylili ćwiarteczkę i dogadali się.-
- I jak długo był pan tam zatrudniony ? -
- Co..? Aaa, - machnął ręką - to niby miał być... Przyjdź, mówi Psiurka, zaraz z rana. To żona kanapki zawinęła w papier i wstawił się ja na ósmą rano... A tam, robota rozbabrana, szefa nie ma, a Pstryczek co za stróża robi powiada, że nocą rozróba była, ściągnęło kilku spod młyna, a nie z pustymi rękami, popili, a potem niewiadomo gdzie połowa narzędzi znikła...Wynieśli cholera. Rano Psiurka poleciał na kacu do władz, ale szukaj wiatru w polu... Wrócił więc ja do sianokosów, a tu się okazuje, że najęli już i mnie więcej nie potrzebujo... -
- Żona pracuje..? -
- Zaś by tam. Rentę pobiera. Pięćset złotych. Trza dopożyczać, bo do pierwszego nie starcza. Czasem Tadzio da wiadro kartofli, to znowu zerwie do siatki co-nieco z ogrodu, a nie często i w ukryciu, bo Tereska, choć siostra, to zła osa... W niezgodzie żyjemy - wyjaśniał.
- Jak więc państwo dajecie sobie radę ? - Wskazałem na dzieci.
- No, jest renta. Opał nic nie kosztuje, bo to las pod nosem, gar zupy się zgotuje, chleb - jest, ale najgorzej to wie pan, w dzień wypłaty... Stara zrzędzi i jęczy, że jej potrza na to i na tamto, że na zimę idzie, a tu człowiekowi grdyka lata, tak by z ochotą coś przechylił... Rozumie pan ? - Oblizał zapiekłe usta i kontynuował - Siedział ja tu wczoraj z rana, bo ona powieda przed wyjściem, co rentę mają przynieść... Nakazała kupić parę rzeczy, a resztę się przyniesie potem. Pojechała rwać ząb do miasta, a tu dzieciska trza nakarmić i do szkoły wyprawić, zestresowałem się... A żem obiecał nie pić ? Eee, sam pan widzi, kości mnie łamią, mam coś ze stawami... Tak już se umyślał; piwko jedno jak nektar załagodzi. I wtedy to szwagier się pojawia, a zagaduje co zimno i przydało by się rozgrzać choćby ćwiartunią ... To i poszliśmy. Pod sklepem przyłączył do nas Stryczek. Blady był na gębie. Piwka bym się napił, zagadał. No to bracie, powiadam, kasa jest, kupimy litra i wianek kiełbasy na zagrychę, a kumpel ręce zatar. Znamy się kope lat, nie raz postawił. Wie pan, Stryczek to swój chłop. Zasługi ma..! W AK wojował, ma się rozumieć. Dlatego potem się tak wkurwiłem, wstyd..! Bo ledwo stara próg przestąpiła i już z gębą, a od pijaków go poczęła przezywać, że to niby on tu zawinił co dzwonimy w kieliszki... To ja na to - skul babo pysk, bo tu ludzie wielkie przecie siedzą... Na wojnie się przysłużyli, a ona już , cap za butelki i drzwi pokazuje, niby że burdel w chałupie robimy, czy co więcej...Nie rusz ! Wołam, jak mi Bóg miły, a ta na to, co rentę przepijamy... Panie ! Dwie siatki sprawunków my przynieśli, i serka, i śledzików, dzieciom cukierków... a ona pyskuje ! Tadzik jeno co zdążył czapkę uchwycić a - co złego to nie ja - wypowiedzieć... Wiesio, no z nim było inaczej, rano zaprawiał jabczaka to i po kilku głębszych zmiękł w krzyżu... Próbowałem po dobroci ; Marysiu, mówię, a nie łatwo było uchować spokój, bo już mnie wewnątrz Zły szarpał po lędźwiach...- Usiądź złociutka, łyknij jednego... a w babę jakby piorun strzelił, darła się...To i trzepnąłem, bo jak tu inaczej gębę rozdartą uciszyć..? Ot widzi pan, typowa baba. Od wczoraj u matki siedzi, a tu bachorów nie ma kto nakarmić...Zupem nastawił...
- Cichoj psiakrew..! - Zaryczał w stronę kąta, bo znowu się tam kotłować zaczęło.
Ostrożnie
zapytałem o plany na przyszłość...
Zakrztusił
się dymem i długo kaszlał, nim mógł znowu mówić.
- A to zdradzę panu sekret. Marysi jeszcze nie mówiłem, bo to cholera wie... Tadzio wczoraj z wieczora się pojawił i tak powiada ; Psiurka fuchę ma, ale...trza postawić. Pewniejsze będzie że przyjmie. Tom dał mu na litra, to, co mi zostało w kieszeni. Miał Zaszewce dać robote, a każdy przecie wie jaki to z niego fachowiec... Spartaczy nim zacznie, a potem zaliczke bierze i znika, to Tadziu mnie poleca, podziękować wypada...Honor swój mam, warto. Tam roboty na długo. Złodziei złapali, szafa gra. Mówił, co jutro rano... -
Wtem
drzwi się uchyliły i stanęła w nich postać wysoka, a nieogolona. Wymięta marynarka, buty o niewiadomym kolorze, przykrótkie spodnie z ciemną plamą w kroku...
Gospodarz
poderwał się, krzesło szurnęło po zdartej podłodze i przedstawia ;
- Pułkownik Tadeusz Skorupka, we własnej osobie..! -
Gość
zbliżył się do stołu roznosząc po izbie przykrą woń stęchłego moczu.
- Proszę, niech pan siada... - Podsunąłem wolny taboret.
- Uszanowanie... - Powiedział i zwalił się na blat stołu.
W
porę usunąłem kaseciaka, rad, że nie wysunął w moją stronę ręki.
- Gosia ! A leć no po matke, nie widzisz co wujek przyszed !?... -
Niewielka
dziewczynka o zaropiałych ślepiach wybiegła na dwór. Trzasnęły drzwi. Zagrycha wyjął z kredensu syfon i trzy niedomyte szklanki. Podziękowałem grzecznie za poczęstunek, gdyż prawdę mówiąc, opary z garnka plus widok i smród pułkownika , przyprawiały mnie o mdłości. Przyjąłem jedynie papierosa. Nie upłynęło dziesięć minut, jak drzwi się ponownie uchyliły i weszła kobieta. Niska, wyschnięta, w chustce na głowie i rozpiętym płaszczu.
- Co tu się dzieje..?! - Zawołała na wstępie.
- Ano, goście przyszli... -
- Wyprowadź mi zaraz tego dziada ! - Wskazała na Skorupkę - Jeszcze nie masz dosyć..? -
- Tylko nie dziada ! To pułkownik !... -
- Taki jak ty..! Wynocha ! A nie, to na milicje pójdę...-

Tydzień
później..

- No to jak, panie Zagrycha, z nowo podjętą pracą ..? -
- Nie podjąłem. Psiurka chory. Jakiś nowy tam prowadzi. Po mnie nie przysłali... A napraszał się nie bede... Honor swój mam, a jakże, u nie takich robiłem ! Wszystko potrafię... -
- Czy myślał pan kiedy, by założyć własną firmę ? -
Stanisław
Zagrycha zakrztusił się nagle szatańskim śmiechem.
- Własna firma..?! Czy pan kpi ? Z czego ?...Gdyby to ja miał kilka górali, to co innego... Raz chcieli my ze szwagrem szklarnię stawiać...Tereska nie pozwoliła. Gotówka była, Tadzio spieniężył kilka świecidełek, to poleciała na skargę do urzędu, że niby to on bez jej woli pamiątki po ojcu rozdał za bezcen..., czort nie baba.-
- I na co żeście panowie wydali te pieniądze ? -
- Na co ? A tu... - Przystawił dłoń w stylu karate do czerwonej, a pomarszczonej szyi.
- Bo i co innego mieli zrobić ? Jak Tereska zrobiła awanturę, to my wio pod sklep, a tam już Stryczek z piwkiem w ręku stoi i gorąc na dworze niech Bóg broni, trzeba było robaka zalać! Kupili my więc literka i siedli z tym w rowie, bo wie pan, tam drzewka miły cień rzucają. Ledwo my pierszo kolejkę obciągnęli, a tu Snopek się pojawia i gada co mu w gardle wyschło... Jakże, trza było kolegę do grona zaprosić, a ugościć jak należy. Mieli my jeszcze połówkę, ale co to na czterech ? Pstryk-smyk i...nie ma. To i poszet Tadziu dokupić, a potem już rozkręciło się na dobre i z wieczora poszli pić do Stryczka. U teścia siedzi, a stary że to lubi łyknąć, chętnie się przyłączył... Wystawny to był czas, a teraz, nie ma i za co garnka napełnić... -
- Czy zawsze państwo mieliście podobną sytuację? -
- Eeee, gdzie tam. Kilka roków wstecz pole było, to i do skupu często mieli co zanieść. Płacili od ręki. Wie pan, kłaniano się mi ; A może pan Zagrycha wpadnie na jednego..? Stawiali, a jakże... Potem pole mi zabrali, bom jak twierdzili podatków nie płacił... A niech bym tam skonał bez świętej spowiedzi, co nieprawdę mówili. Płaciłem ! Tadzio sam woził gotówkę do powiatu... Ja tam nie lubię po urzędach latać, a on światowy przecie człowiek...-

KONIEC ( 12 / 9 / 2001 )

 

Filozofia użytku rąk

Każda praca, w której udziale przypada czynność fizyczna ogranicza się do - telepania rękami.
W
przypadku gdy myjemy okna, wykonuje się ruchy wahadłowe. Przy zmywaniu garów i talerzy telepie się zazwyczaj jedna ręka, ( druga pozostaje w stanie bierno-podtrzymującym ). Gorzej zaś dzieje się przy szorowaniu podłogi lub kafelek w łazience. Wtedy bowiem, udział w telepaniu biorą raczej obie ręce, co wynika z racji koniecznej.Myjąc zęby ręka telepie się z predkością kopulacji królika ( i innych niewielkich zwierząt futerkowych ) i to ruchy tzw. koronkowe ze względu na ich precyzję i pasję, co często graniczy z frustracją. Stąd tyle osobników o żółtych, spruchniałych zębach, którzy sieją fetor przy każdym dźwięku słownym.
Szorując
w wannie plecy bliźniemu wykonuję się ruchy sztywno-płynne, na co przy skrobaniu ciała wyjątkowo brudnego zużywamy energię równą przetarciu podłogi na strychu...
Mieszając
w rondlu gotujący się posiłek kręcimy ręką młynek kulisty, co u kucharzy wywołuje często bóle nadgarstka, a u żarłoków oczopląs.
Tragedia
zaś dzieje się przed ekranem komputera, kiedy osobnik trzepocze dłońmi nad klawiaturą jak kura skrzydłami, gdy dosiądzie kogut... To samo dzieje się przy maszynach do pisania, co wyzwala drobiazgowość myśli i stąd sekretarki i pisarze to na ogół ludzie nerwowi i obrażalscy.
Mechanicy
dłubiący godzinami śrubokrętem, popisują się ruchem wiercącym i to także ma wpływ na ich niespokojną naturę ( często rzucają narzędziami z pasją o podłogę i krzyczą ; na psa taka robota, albo ; do dupy z takim czymś... )
Przy
tworzeniu rękopisu dyrda się ręka niespokojnie w miejscu i cierpi się przy tym często na odcisk palca środkowego. Zimą, można tego uniknąć pisząc w rękawiczkach..
A co dzieje się w ubikacji po ukończeniu potrzeb fizjologicznych ?... Jak wiadomo zapewno każdemu, owe potrzeby dzielą się na substancje płynne, czyli - mocz, oraz zgęszczone, co lekarze z medyczną powagą nazywają stolcem .
Po
wydaleniu substancji zgęszczonej następuje ceremoniał potocznie nazwany podtarciem dupy. U obu płci odbywa się to podobnie i w czynności tej bierze udział jedna ręka, która wykonuje ruch taneczno-grzebiący.
Inaczej
dzieje się z moczem, gdyż panowie po jego oddaniu praktykują ręką trzepajkę obustronną. ( Pań to nie dotyczy ).
Ciekawostkę
stanowią ręce żebraków, które wyciągnięte o wspomożenie przyjmują pozę zastygło-nieaktywną. Tak niestety proszę państwa musi być, bo gdyby żebrak wykonywał ręką młynek kulisty, to niebawem zamiast wspomogi awansował by na kandydata do domu wariatow. A malarze ? Siedzi taki artysta i maluje... Ruch ręki zależy oczywiście od tworzonego tematu. Melancholijny pejzarz wymaga ruchów płynno-leniwych. Zaś agresywane abstrakcje wymagają już wysoko udoskonalonej techniki telepania pędzlem, który wykonuje ruchy wszystkie wyżej podane...czyli, podobne do gestykulującego ekscentryka przy rozmowie.

KONIEC ( 18 .10.2002 )

 

Rodzaje wiatrów

Poniższy tekst zawiera szczególnie ważne informacje, które dotyczą objaśnień różnorakiej barwy czynności nader osobistej, czyli pierdzenia...
Ponieważ
funkcja ta zalicza się do pilnie strzeżonego tabu społecznego o czym nie wypada nawet szeptać, wiemy o niej stosunkowo niewiele. Zazwyczaj robimy to w ukryciu. Często wstrzymując się niemiłosiernie, co oczywiście wpływa na samopoczucie tak źle, że w skrajnych przypadkach prowadzi do depresji... Dlaczego tak jest ? - Naukowo jeszcze nie stwierdzono -.
Trzeba
jednak pamiętać, że pierdzenie jest sztuką, którą opanować można tylko przy częstej praktyce... Niech więc idzie to wszystkim zainteresowanym na zdrowie !


SUCHY
POWSZEDNY

Jest to dosyć często spotykany pierd, z gatunku tych niewstrzymywanych. Zazwyczaj bezgłośne i puszczane niedbale. Spotkać je można w supermarketach, a także w kolejkach do konfesjonału. Czasami w parku na spacerze.

NAGNIOTEK KANAPOWY

Ten z kolei popularny jest na eleganckich przyjęciach, aczkolwiek z reguły długo wstrzymywany. Osobnik zazwyczaj jest świadomy jego nadejścia i trudno to ukryć przed otoczeniem. Objawy oczywiste; wiercenie się na miejscu i niepokój na twarzy. Wszystko zależy jadnak od ilości wypitych trunków z procentami, gdyż w razie czego, to owe dziwne zachowanie można wtedy zwalić na złe samopoczucie - z przepicia... -

SZEPT JADOWITY

Uchowaj Boże każdą niewinną ofiarę, której los sprawił, że znalazła się w jego zasięgu ! Jest to bowiem wyjątkowo nieprzyjemny gaz jelita grubego. Wydziela się w milczeniu, okrutnie atakując narząd węchu. Zazwyczaj występuje po kilku talerzach kapuśniaku.

TRZASKACZ STOŁKOWY

Te występują we wszelkiego rodzaju biurach. Zarówno panie jak i panowie chętnie korzystają z tego przywileju. Sekretarki zawzięcie stukają w takich chwilach na klawiaturze. Inaczej to jednak wygląda u dyrektorów dużych przedsiębiorstw. Dobrze odżywieni i z natury leniwi, pierdzą w stołki raczej dla rozrywki. Nigdy z nadmiaru pracy.

PIERD MURARSKI

Jak sama nazwa świadczy, najczęściej można usłyszeć je na budowie. Charakteryzują się odgłosem okrutnym i prostackim. Murarz pochylony nad betoniarką stoi w sporym rozkroku i robi to znienacka, używając mięśni całego torsu.

PISK CIENKO-NUTOWY

sztukę potrafią młodziutkie wątłe dziewczęta, a także siostry zakonne. Poznać je można po wykalkulowanej elegancji, oraz precyzji. Wywodzą się bowiem z odbytu dziewiczego.

BAS ZOŁNIERSKI

Ten zaś rozlega się w koszarach. Jest pełen dyscypliny i rygoru. Na ogół ignorowany przez kamratów, gdyż gonieni z ciężkimi plecakami po trasach ćwiczeniowych, bardziej skupieni nad łapaniem oddechu. Nierzadko też spotykany jest w domach oficerów i pracowników policji.

NIKCZEMNIK ZAWODZACY

Jest to długa, a dosyć wysoka nuta, w której brak słuchu muzycznego. Wyją nim dupy osobników o wykształceniu średnim, często nie wyszłym poza podstawówkę. Brak w nich struktury i przy delikatnej naturze prowadzi to do głuchoty.

WYSTRZAŁ NA MOKRO

Z tym nie ma żartów, ponieważ występuje w czasie biegunki. Charakteryzuje się odgłosem chlupocząco-bulgoczącym i z reguły zapowiada kolejną ekspazę do wychodka. Najlepiej wtedy jest zakładać pieluchy...

CZAD PRZYCZAJONY

Dokuczliwy i zdradziecki dla zmysłów węchowych. Lubi się pojawić po długotrwałym zaparciu. Potrafi rozproszyć uwagę, więc nie należy w takich chwilach zabierać się za pisanie pracy naukowej. Uwaga, atakuje znienacka...

PADALEC

Ten pierd występuje po skonsumowaniu przeterminowanych potraw. Swą nieświeżością powala z nóg nawet tych wielkoodpornych. Przede wszystkim psuje dobry nastrój. Nie daj boże zetknąć się z tym podczas randki. W skrajnych przypadkach, powoduje starokawalerstwo.

SUJKA FETOROWA

Najlepiej wychodzi to pederastom. Dźwięk ten jest melodyjny, lecz to jedyna jego zaleta. Ujemną stroną jest nerwica, gdyż najczęściej odbywa się to przy pudrowaniu twarzy tuż przed powrotem partnera z pracy. Zapach wtedy panujący w pokoju, pozostawia wiele do życzenia.

DMUCHAWA BEZGŁOSOWA

Sztuka ta szczególnie przydatna jest u gospodarza na wsi. Hałas płoszy zwierzęta, więc ta umiejętność ma znaczenie ekonomiczne. Stąd jest to pierd wielce pożyteczny.

TERKOT PORTKOWO-SPODNIOWY

Rozlega się on najszęściej w domu starców. Nierówny w swej częstotliwości, potrafi być natarczywy i często jest objawem dużej siły witalnej osiemdziesiątlatków. Powoduje rytmiczne falowanie przyodzienia w kroku.

SYK TAJEMNY

Produkowany jest masowo przez oszustów i wszelkich przeciwników prawa i porządku. Nierzadko ma miejsce podczas demonstracji przeciwko nudystom. Jego przywilej wykorzystują niewidomi i głuchoniemi. Nie traci też swej popularności wśród ekspedientek w sklepach z odzieżą.

SZCZEKACZ NOCNY

Jest to specjalność osobników lubiących zakłócać ciszę nocną. Dźwięk ten jest wyjątkowo przykry dla współtowarzysza łóżka, gdyż wyrywa nagle ze snu, co powoduje niepokój oraz mocne łomotanie serca. Prowadzi często do kłótni i awantur.

CWANIAK

Tu mamy do czynienia z wypracowaną gamą kombinatorów. Zazwyczaj puszczają je typy bezrobotne, które na czyimś utrzymaniu, lub pracownicy biura podatkowego tuż przd pójściem na emeryturę.

WSTRZEMIEZNIK ZAKONNY

Ten jest praktykowany przede wszystkim w sektach religijnych. Puszczany jest wolno i tylko od czasu do czasu. ( Zabroniony w obecności przełożonych ). Jego sztuka polega na tym, że nie zapiera oddechu i prawie go nie słychać...

NATRENTNIK FASOLOWY

Gaz strączkowy ma to w sobie, że napada ofiary na okres nieograniczony. Potrafi być wyjątkowo nieprzyjemny. Odstrasza bliźnich. Stanowi więc ideał dla osob lubiących samotność i jest niezłym towarzyszem pustelników.

NAGŁOSNIK PORANNY

Ten okaz, jest częstym akcentem rozpoczęcia nowego dnia. Zazwyczaj dobiega spod pierzyny. Rzadziej z łazienki. Polecany jest osobnikom lubującym się w naturze i tym, którzy o świcie uprawiają jogę. Całkowicie natomiast zabroniony na izbie wytrzeźwień, gdyż nie harmonizuje z panującą tam atmosferą.

LENIWIEC SPACEROWY

Objawia się w randze emerytów. Ma w sobie to, że jest cedzony leniwą nutą, którą trudno rozróżnić od bzyczenia osy. Ulubione jego miejsca, to muzea i galerie sztuk pięknych.

TRZASK UŁANSKI

Oryginał z dalekiego wsch. Trwa krótko i bezczelnie głośno. Korzystają z niego hochsztaplerzy i niedoszli aktorzy, ponieważ świetnie zwraca uwagę. Tej odmiany nie brakuje także na obozach szkoleniowych oraz zebraniach partyjnych.

DUCICIEL ZŁOSLIWY

Okrutnik ten rozlega się z zadów osobników o skłonnościach sadystycznych. Brzęczy niezwykle złowrogo i dynamicznie. W barwie swej przypomina kaszel suchotnika połączony z czkawką. Często rozlega się z portek tyranów domowych. Nie jest zaś mile widziany na turnieju szachowym...

HUK SZEWSKI

Niedobrze jest znaleźć się w jego zasięgu. Twórca jago zalicza się bowiem z regóły do osób niepoczytalnych i wybuchowych. Tego rodzaju pierdy słychać zazwyczaj na biesiadach pijackich dosyć niskiego gatunku. Czasami autorem jest sfrustrowany urzędnik skarbowy.

PODMUCH KORKOWO-WYSKOKOWY

Ten zaś występuje u aptekarzy i dentystów. Jako że na codzień obcują z masą cierpiących obywateli, natura ich zawodu nakazuje wstrzemięźliwość. Robią więc to tylko na zapleczu.

BZYKACZ ZUCHWAŁY

A ten jest owocem tych, co cierpią na kompleks niższości. Z reguły dotyczy to karłów oraz uczniów zawodówki. Wyjątek stanowią ludzie niscy a wykształceni, lecz którym się w życiu nie powiodło.

DWUJAJOWIEC CEDZONY

Złośliwiec ten prześladuje piekarzy i profesorów biologii. U tych pierwszych podyktowane jest to częstotliwością ruchów pochyłych przy wakłowaniu ciasta, a ci drudzy pierdzą w ten spósob z czystej nudy.

KUJAWIAK POOBIEDNI

Występuje koniecznie na wsi w rodzinach gdzie pradziadek, dziadek, ojciec i syn siedzą przy jednym stole. Stanowi zazwyczaj jedyną rozrywkę niedzielnego popołudnia. to pierdy dziedziczno-tradycyjne i raczej nie spotyka się ich w miejscach publicznych.

TUBYLEC POPULARNY

Tu mamy do czynienia z klasą niską i banalną. Wielce niepożądany podczas romantycznej pierwszej randki, lecz rozgoszczony na dobre w domu pięć lat po ślubie. Naciąć się na niego można także w autobusie oraz u zegarmistrza.

POKUTNIK WEGETARIANSKI

Ten prześladuje wyłącznie jaroszów i stare panny. Cierpią na niego filantropi ligii ichrony zwierząt, a ponieważ jest wyjątkowo nieapetyczny ma w sobie to, że niekiedy wyzwala skłonności masochistyczne.

BULGOT NATRETNY

Pochodzi z każdej wyjątkowo grubej dupy i jest trudny do opanowania. Odpycha dźwiękiem chlupoczącym i  bardzo nieprzyjemnymi zapachem.

ROWEREK

Panoszy się w świecie akrobatów i kolarzy. Stosunkowo łatwy do zatuszowania, gdyż występuje przy dobrze skoordynowanych ruchach nóg. Należy do gatunku nieszkodliwych.

WYPSTRYK MARKOTNY

Jest to krótki i smutnawy dźwięk. Najczęściej spotykany u rozwodników, którzy w samotności popijają piwo. Czasem, ale to już rzadko, wydobywa się spod koca mieszkańca Armii Zbawienia.

NIEUDOLNIK JUDASZOWY

Ten ma zazwyczaj dobry początek ale felerem jest to, że zatrzymuje się w połowie. Działa z zaskoczenia i równie zaskakująco się kończy. Wywołuje więc uczucie niespełnienia i prowadzi do ogólnej irytacji. Ma podobno zły wpływ na kompozytorów muzyki poważnej.

SKRZEK ŁAWNICZY

Unikat klasy wykształconej. Występuje bowiem głownie u adwokatów i sędziów. Trzaskiem swym przypomina skrzypienie ławy przysięgłych po odczytaniu wyroku. Ważne jest więc, aby puszczać ten pierd właśnie w tym momencie.

KARABINEK TŁUCZONY

Tego typu tarabanienie pochodzi z dupy każdego jąkały, który pragnie uchronić się przed służbą wojskową. Gama dosyć paskudna w swym składzie i absulutnie nie nadająca się przy prezentacji doktoratu, czy na zjeździe sejmu. Przy częstych napadach warto spróbować akupunktury.

DZUMA JEDNOSERYJNA

Jest to wyjątkowo barwny pierd i pobudza wyobraźnię. Aczkolwiek odpychający swym zapachem i agresywnością dźwięku, jest chętnie witany przez filozofów i malarzy abstrakcji. Przy nadużyciu powoduje schizofrenię.

PURKAWKA PRUCHNICZA

Rozlega się często w dobrze prosperujących organizacjach charytatywnych. Czadzą je także staruchy w drugiej fazie wieku podeszłego. Pierd ten jest bardzo niebezpieczny w kinie i teatrze.

WYDMUSZKA HAZARDOWA

Te dyskretnie okupują kasyna i salony gier. Bezgłosowe i króciutkie, w czasie wydalania z reguły nie zauważalne. Felerem jest to, że zazwyczaj poprzedzają pierd wyższej rangi dźwiękowej

PYTAJKA

Jest to pierd o swoistej tonacji, która brzmi ; Cooooo...? Dosyć spokojny, aczkolwiek zabójczy dla węchu, gdyż występuje po zjedzeniu porcji kalafiora na miękko. Stanowczo zabroniony, gdy konkubin oczekuje odpowiedzi na zadane pytanie!...

HUBA PRZYTŁUMIONA

Wydmuchiwana zazwyczaj przez osobników odzianych w ciasne spodnie. Zapachowo zdecydowanie trująca i ma to w sobie, że uporczywie oblega powietrze nie tracąc na intensywności. Chyba, że wieje silny wiatr...

TRUTEN KSIEGOWY

Atakuje znienacka w bibliotekach. Pojawia się nagle, pełznąc zza rogu półki z książkami. Jest to pierd bezdźwiękowy, toteż nie zakłóca ciszy tego miejsca. Aby uniknąć sztachnięcia się nim należy upewnić się, czy w promieniu dziesięciu metrów od nas nie stoi ktoś w zastygłej pozycji rozglądając się dyskretnie na boki...

ZAKALEC MYSLIWSKI

Ten ma miejsce na polowaniach. Szczególnie rozlega się z krzaków, gdzie przyczajony łowca dziczyzny mierzy ze strzelby w lisa, który nagle znika w norze. Słychać go wtedy zamiast strzału.

FERMENTACZ

Grzeje z dupy osobnika na kacu. Zalicza się do grupy tych najbardziej niebezpiecznych. Spożywane przy ( często niewybrednych ) trunkach zakąski przemieszane z ‘procentami’ ulegają przedziwnemu rozkładowi, bardzo wrogiemu systemu trawienia. Wydalane gazy paskudnie trują otoczenie. Nie daj boże paść ich ofiarą w zepsutej windzie...

BZYKACZ ZDRADZIECKI

Jest prawdziwym utrapieniem złodzieji kieszonkowych. Wyrywa się nagle i od razu skupia uwagę otoczenia. Jego przeciągła nuta wyróżnia się dźwiękiem i dzieje się to w najmniej spodziewanym momencie...

BALLADA

Jest to pierd niezwykle melodyjny i przysłuchujący się bez trudu potrafi odgadnąć, o którą chodzi piosenkę...Stworzenie jego jest sztuką wyższej klasy i udaje się dopiero po długiej praktyce popisującego się.

 

 

Filozoficzno-skomplikowane myśli pułkownika Stypy

 

Trudny do zrozumienia jąkała zaczął się jąkać, a zrozumiały jąkała właśnie zaczął być trudny.

 

                                                      *

Skomplikowany przez wszystkich matematyk odkomplikował się.

 

                                                       *

Ciemne od spodu stopy zaczynają śmierdzieć, a smród z potem zaczyna się ściemniać.

 

                                                        *

Od konika można kupić bilet do cyrku, ale nie można kupić w cyrku bilet na konika.

 

                                                         *

Sprytny bigamista udoskonala metody moralisty, lecz ten drugi nie ma sprytu by zostać bigamistą.

 

                                                          *

Można zwątpić w możliwości niemożliwe, ale możliwe jest też zwątpienie w niemożliwość.

 

                                                            *

Gdy ktoś nie ma czegoś co ma ten drugi, to ten pierwszy też tego nie ma.

 

                                                            *

W wilgotnym mroku lasu mnożą się mięsiste grzybki, a na zgrzybiałym mięsie wilgotnieje las.

 

                                                             *

Beznadziejnie niski karzeł nosi ogromną głowę na spadzistym karku, a skarlała beznadziejność wznosi kark nad niskością.

 

                                                               *

Wyuczony na pamięć wiersz zatraca rymy w ustach poety, a poeta uczy w rymach usta na zatracenie.

 

                                                               *

Ktoś namalował taki obraz, że obrazem swym obraził obrazowo tego, co oglądał.

 

                                                              *

Zdziwiony dziwak dziwi się dziwce z przedziwnym podziwem godnego podziwu.

 

                                                                 *

Powąchać można zapach, który brzydko pachnie, ale nie można brzydko wąchać zapach ładnie pachnący.

                                                                  *

Duże buty na małych stopach wielkie, a duże stopy w małych butach za duże.

                                                                   *

Koło wozu znajduje się koło koła od tego drugiego koła i tak w kółko...

                                                                  *

Potem po ciężkiej pracy można zalać się potem.

                                                                  *

W przedziale siedzi na przedziale facet z przedziałem na siedzeniu.

                                                                    *

Długopisem można długo pisać, się wypisze to co jest pisane.

                                                                    *

Na talerzu więdnie liść sałaty, ale pod sałatą nie może zwiędnąć talerz...

                                                                    *

Można się pukać w czoło i do drzwi też się puka, ale nie można zapukać się drzwiami na czole.

                                                                    *

Parszywy kot łasi się do wysokiego pieska, a niski kot parszywieje dorównując mu wzrostem.

                                                                    *

Ten powiedział dla żartu, a tamten nie żartując pisał rzeczy poważne o żartach.

                                                                    *

 Pod kapą nie może nakapać.

                                                                     *

Znany pisarz dziadował z pustą torbą, a nieznany dziad pisał o pełnej torbie...

                                                                     *

Człowiek może zgrzybieć, ale grzyb nie może zczłowieczeć.

                                                                     *

Na spowiedzi ksiądz daje rozgrzeszenie za grzechy, lecz grzech księdza nie daje spowiedzi w rozgrzeszeniu.

                                                                      *

Topiony serek może śmierdzieć na chlebie, ale śmierdzący chleb nie może stopnieć na serku.

                                                                      *

Pewien niemowa zaczął mówić, a ten co mówił przestał się oddzywać...

                                                                      *

Gdy płytki człowiek wskoczy na głębiny, to staje się człowiekiem głębokim.

                                                                       *

Gdy robi się nieprzyjemnie, to nie można mówić o przyjemności.

                                                                       *

Gdy dwóch Zydów ciągnie się za brody, ten trzeci tarmosi swoją własną.

                                                                       *

Gdy się siedzi na przodzie, nie można stać z tyłu.

                                                                        *

Gdy dwóch wariatów kłania się sobie, to zderzają się głowami.

                                                                        *

Można postawić piwo i oczy w słup, ale nie da rady osłupić piwa oczami.

                                                                        *

Niewielki człowiek staje się duży, gdy ten wysoki przykucnie.

                                                                         *

Niesmaczne żarty smakują, gdy się je posmakuje z niesmakiem.

                                                                          *

Jeden profesor struże wariata, a wariat struga profesora.

                                                                            *

W pustm czajniku hula dużo pary, a w pełnym nie może hulać pustka.

                                                                           *

Nigdy nie siedzi się na niczym innym jak na dupie.

                                                                          *

Slepiec może macać w pustym korytarzu, ale korytarz nie może oślepnąć na widok ślepca.

                                                                          *

Na kucyku siedzi ciężki Turek uczesany w kucyka, a kucyk kuca pod jego ciężarem.

                                                                          *

Parówka paruje parą w parniku, ale parnik nigdy nie wyparuje parówki.

                                                                          *

Można być niskim i mieć za ciasne buty, a nie ciasnym w za niskich butach.

                                                                          *

Zgarbiony starzec zagarnia w polu młode ziemniaki, a wyprostowany młodzieniec garbi się nad starymi ziemniakami.

                                                                          *

Gdy do kreciej dziury włażą dwa krety, to ten drugi jest kretynem że wlazł tam na końcu.

                                                                           *

Można jeść pasztet z drobiu, ale trudniej jest go podrobić.

                                                                            *

Gdy się idzie do przodu, to jedna noga ciągle zostaje z tyłu.

                                                                            *

Jeden taki biegając na biegunie dostał biegunki...

                                                                            *

Pięciu takich w gości zaproszono,
przy
stole siedli,
przysmaki
jedli,
a
po przyjęciu ich na pysk wywalono...
Bo
gdy jeden zaczął nudzić,
to
pozostali poczęli marudzić...

                                                                             *

Nad namiotem można zobaczyć tropik z dziurą, a w Tropiku można też zobaczyć dziurawy namiot.

                                                                              *

W długiej tubie panuje ciemny mrok, a ta krótka zamroczona nie jest ciemna na długo.

                                                                              *

Cygańskie melodie żewnie wyciskają łzy, ale łza nie potrafi wycisnąć z melodii Cygana.

                                                                            *

Skąpy i bogaty tym się różnią od siebie, że bogaty nie zawsze jest skąpy, a skąpy nie zawsze bogaty.

                                                                           *

Przed knajpą stoi butelka po winie, a w knajpie pijak obwinia się przed butelką.

                                                                           *

Podczas powodzi mało komu się powodzi.

                                                                           *

Wielki mówca zmalał, a ten mały przestał mówić.

                                                                           *

Najkrótsze z pojęć krótkich skróty skrócone.

                                                                          *

Rzeczy niepojęte to takie, które trudno pojęć w pojęty sposób.

                                                                          *

Gdy ktoś ma lata i nadal lata, ten nie zaleci za daleko...

                                                                         *

W ubikacji spuszcza się dwie rzeczy; spodnie i wodę.

                                                                         *

Kończyny kończą się końcówkami palców.

                                                                         *

Gdy w rupieciarni rupiecie, to dlaczego w kościele nie ma kości ?...

                                                                         *

W pałacyku pajacuje pajacyk cykając pałą pajacową.

                                                                         *

Wysoki małolat zagląda na wyżyny, a niski kamrat spogląda na wysokie niziny.

                                                                          *

Można osłonić się przed wiatrem, a słoń też może wiać...

                                                                         *

Leniwy żółw może wleźć pod kota, który się także leni...

                                                                         *

Sprytny dziadek daje nogę, gdy ktoś prosi go o podanie ręki - bo zdziadział...

                                                                         *

Jeden buja się w fotelu, a inny buja wszystkich naokoło...

                                                                         *

Kto liczy na zaliczkę, ten się nie doliczy ile się przeliczył w rozliczeniu.

                                                                         *

Gdzie można kupić portki ? - w porcie...

                                                                         *

 Na pogrzebie nie wypada sobie grzebać...

                                                                         *

Gdy biedny jest chytry, to może przechytrzyć biedę.

                                                                         *

Zwierzę nie może się zwierzyć...

                                                                         *

Człowiek może naświnić, ale świnia nie umie naczłowieczyć...

                                                                         *

Gdy solą można coś przesolić, a pieprzem przepieprzyć, to dlaczego nie można kiminkiem przekiminkować ?

                                                                         *

Znany śpiewak operowy traci głos, a nieznany śpiewak zaczyna śpiewać.

                                                                         *

Nieznany nikomu kierowca parowozu zapuścił się w znaną podróż i wyparował.

                                                                         *

W polu widzenia nie zawsze jest pole.

                                                                         *

Znany malarz namalował wielki kicz, a ten nieznany stał się wielkim i potem zmalał od tego malowania...

                                                                         *

Ten kto pisze wielkie dzieła, stoi wysoko i niżej spaść nie może...

                                                                         *

Pewien ksiądz kazał na kazaniu zakazywać przykazania.

                                                                         *

Przy zamachu nie można się wahać, ale trzeba machać zamaszyście wahadłem...

                                                                         *

Niemożliwy dziadek na przyjęciu stał się możliwy, gdy go przyjęto niemożliwie w miarę możliwości...

                                                                        *

Znany człowiek na końcu kolejki stał się niemożliwym do poznania na jej początku...

                                                                        *

Wysoko stojący urzędnik patrzy na nisko urzędującego, który siedzi w nierządzie.

                                                                       *

Zagubiony fanatycznie filozof odnajduje filozoficznie fanatyka.

                                                                       *

W rozkroku można małpować pomysły, ale małpa bez pomysłu nie może się pomyślnie rozkraczyć...

                                                                       *

Pewien bezczelny typ bardzo szczelnie i typowo się zamaskował, co stało się niepewne...

                                                                       *

Kołtun z dupy kołuje w kółko koło dupy i to się trzyma kupy...

                                                                       *

Zatwardziały bolszewik cierpiał na zatwardzenie, gdyż był twardy w swym cierpieniu.

                                                                       *

W starym dworku hasali młodzi panowie, a ci starzy siedzieli cicho przy tym nowym.

                                                                       *

Pijany pijak pijąc piwo przepija napiwki...

                                                                       *

Pewna stara baba, nie była pewna czy była stara...

                                                                       *

Nieprzyjemny szeregowy stał w szeregu, a ten poza szeregiem z przyjemnością siedział...

                                                                      *

Pewien nieproszony gość stał się przykry, a ten uprzykrzony był proszony z przykrością...

                                                                     *

W kiciu nie można kicać...

                                                                     *

Rdza na metalu i majtkach tworzy blaszkę...

                                                                     *

                                                                                                         

 

Tabu przewodu pokarmowego

Funkcje fizjologiczne ciała, to nie lada draka... Kontrola nad nimi jest możliwa jedynie przez pewien czas, a potem natura bierze górę przejmując władzę nad owymi czynnościami i wtedy zazwyczaj robi się nieciekawie. W zależności oczywiście od sytuacji. Najmniej ciekawe sytuacje to takie, kiedy jesteśmy otoczeni tuzinem nudnych, aczkolwiek wykształconych kamratów. Wtedy jest zazwyczaj tak, że siedzi się w srogo zastygłej pozie popijając kefir i łuskając godzinami słonecznik. W pomieszczeniu panuje oczywiście cisza, która jest niejako nakazem hołdu składanego najwyższemu randze guru tego towarzystwa. Jest to zazwyczaj a’la profesor z niedokończonym doktoratem na temat pożycia seksualnego jamników. Ponieważ sam ma niewiele do powiedzenia, tymże też i onieśmiela innych od zabrania głosu.
Siedzi
więc taka brać i każdy z osobna myśli, co by tu takiego inteligientnego powiedzieć, dbając rzecz jasna o posturę i z nielada gracją sięgając do miski ze słonecznikiem.
A
tymczasem myśli twoje rozprasza nagłe i natarczywe swędzenie w okolicy odbytu... Rzecz jasna, że podrapanie się w tym miejscu jest czynnością najmniej wskazaną, gdyż od razu zwróci to uwagę znudzonego towarzystwa. Można owszem zrobić to dyskretnie. Na przykład poprzez zakręcenie tułowiem młynka w obie strony, ale ta czynność również przyciągnie uwagę.
Czasem
bywa, że ma się tzw. przysłowiowe szczęście i swędzenie zanika, ale to się zdaża rzadziej niż deszcz w Etiopii.
też osobnicy silnej woli, którzy magiczną mocą swego charakteru wytrzymują łaskotanie odbytu z iście kamiennym wyrazem twarzy, ale ci także zaliczają się do społecznych unikatów. Zazwyczaj to bardzo nieprzyjemne typy, mrukliwe i z natury poważne.
Cóż
więc zrobić, gdy swędzenie szaleje wzdłuż przedziału z łaskotem tak okrutnym, że przeciętny obywatel ujarzmiony w sztywnym towarzystwie jest napiętnowany miną męczennika świętej Inkwizycji?... Najlepiej byłoby wstać i znaleźć ustronne miejsce. Tylko jak to zrobić bez ogłoszenia typu; - Przepraszam, ale gdzie tu jest toaleta? - Nie wypada! Po pierwsze, od razu obrażamy niedoszłego doktoranta od intymnych spraw jamników, a po drugie, ściągamy tym na siebie uwagę ogółu... Przy nieśmiałej naturze, jest to krok wręcz niepożądany. Ba, wręcz tragiczny...gdyż wtedy niemal jak na zawołanie pojawia się także złowieszcze parcie na odbyt i następuje chwilowe roztargnienie. Nie wiadomo bowiem, czy parcie spowodowane jest gazem jelitowym, czy też substancją o pewnej masie objętościowej. Tak czy owak, sytuacja staje się wręcz niemożliwa i to z minuty na minutę pogarsza naszą pozycję towarzyską.
I
właśnie mniej więcej wtedy następuje przełom pomiędzy siłą woli, a bezlitosną kontrolą głosu natury, czyli fizjologią... Widoczne zmiany, takie jak purpura małżowiny usznej i zdecydowany niepokój na twarzy. Tu też, następuje przełom wypadków, czyli wkroczenie wścibskości ludzkiej na plan pierwszy. Jako że zaszłych zmian natury fizycznej niesposób ukryć, zauważa to od razu pan Gienio, najbliżej siedzący...i zaczyna pierniczyć; - Coś widzę, mój drogi, że cierpisz na nadciśnienie...Czy nie uważasz, że przysługuje ci wczesna emerytura?...Kiedy ostatnio byłeś na urlopie? No, a jak tam w domu, czyżby teść nadal groził, że was wyrzuci?....-
Pan
Gienio mówi to oczywiście głosem iście przyciszonym, ale otoczenie z reguły reaguje na ciche głosy tak, że też przycicha, więc rzecz jasna owy cichy głos dociera wszędzie. I wtedy robi się jeszcze ciszej, gdyż wszyscy chcą usłyszeć co na to wszystko nasz wyeksponowany nieszczęśnik ma do powiedzenia... A mówić mu na tym etapie jest już doprawdy ciężko. Cierpi on bowiem katusze ataku fizjologicznego, co irytuje go doszczętnie i zamiast ciekawie i kulturalnie opisać swe sprawy zawodowo-domowe, to warczy jak zły pies. Ruchy też dostaje iście chamskie i zamiast dłubać po ziarenku, rozgniata w palcach po kilka, to znowu miesza, a podważa zawartość miski, łoskot tym czyniąc z nadzieją iście wygórowaną, że przytuszuje to bulgotanie wzdętej jamy brzusznej. Kaszle przy tym, podrygując. Tworzy to bowiem wibracje, które dają namiastkę złudzenia, że udało się choćby musnąć miejsca parszywie zaatakowane swędzeniem!
Wśród
tego zgiełku udaje się czasem ( ale tylko przy odrobinie szczęścia ) rozluźnić delikatnie zwieracze odbytu i dokonać sprawdzianu natury osobistej... Wymaga to przyjęcia miny cwaniaka, wraz z umiejętnością odwrócenia uwagi otoczenia działając poprzez zaskoczenie. Należy wtedy głośno i z entuzjazmem zachwalić jakikolwiek przedmiot martwy należący do pana domu. Tego rodzaju taktyka udaje się na tyle, że chwilowo odciąga uwagę od siebie... Podczas, gdy otaczające nas stado gapi się w żyrandol z plastikowych paciorków, naszym zadaniem jest wybadać szybko naturę parcia w kroku. Wymaga to dużego samozaparcia i dyscypliny. Należy bowiem szybko zarejestrować, czy z odbytu wymknie się ciepły świst, czy też czynność ta jast złowieszczo zakorkowana...
Ciekawostką
tej nieciekawej sytuacji jest to, że nagle, jak pod wpływem czarów ożywia się wokół nas atmosfera. Jak poprzednio nie mówił nikt, tak teraz mówią wszyscy naraz. Czyli panuje idący na rękę cierpiącemu hałas...
Należy
jednak pamiętać, że większa dawka popuszczanych gazów jest niebezpieczna, gdyż stosunkowo szybko zostaje odkryta przez otoczenie za pomocą węchu. Chyba, że w pomieszczeniu panuje przeciąg.

          KONIEC (22.4. 2003)

 

Złowrogość naturalna - czyli wymuszona miłość bliźniego.

Uprzejmość mieści w sobie wiele warstw tabu. Oto dla przykładu wyobraźmy sobie mieszkanie, które na spółkę wynajmująŻyd, stara panna i trener cyrkowy. Od razu widać tu receptę na wiele sprzeczności. Nikt jednak świadomie tego nie tyka. Różnica pomiędzy trójką lokatorów jest sama w sobie tabu... Sytuację pogarsza fakt, że stara panna kocha się w  Żydzie, a trener cyrkowy w starej pannieŻyd nie zwraca na starą pannę uwagi, podczas gdy trener cyrkowy zaleca się do niej jawnie. Wchodząc głębiej; król areny nie lubi  Żydów, a panna nie znosi cyrku. Opinie te jednak nie wyrażają na głos. Ba, uśmiechają się do siebie i pozdrawiają każdego ranka jak najlepsi kamraci. Wiadomo, że nie wypada inaczej, tak samo, jak nie można wpadać w zachwyt wokalny nad pejsami  Żyda. Bo co by było, gdyby ten w rewanżu oklaskiwał niekoszerny kawałek pieczeni na talerzu swego współlokatora? Obydwaj wyrażali by nieszczere myśli.
Sytuacji
takich miliony. Dlaczego więc etyka zabrania nam szczerości? Czy boimy się własnego wstydu, czy też wstydu bliźniego? Oto następny prosty przykład. Jesteś zaproszony na obiad do domu swego dyrektora. Jesteś tam oczywiście po raz pierwszy i wszystko ci szalenie imponuje; od antycznych mebli, do fontanny w ogrodzie. Szybko jednak porównujesz do tego swoją biedniutką kawalerkę, i robi ci się nieprzyjemnie i jakoś tak nieśmiało. A do tego chińska porcelana na stole i perski dywan pod nogami wywołują zawroty głowy, zanim gospodarze podadzą alkohol. Gdzieś w głębi serca czujesz szrańczą zazdrość. Wtem...dostrzegasz spasione brzucho pracodawcy i uśmiechasz się złośliwie, a widok jego szerokiego zadu zdecydowanie już poprawia tobie humor. Sam jesteś odpowiednio szczupły, i garniturek, choć tani, to leży na tobie jak na modelu. Jesteś też wyższy, przystojniejszy, i - młodszy... Szarmancko sięgasz więc do półmisków i salaterek smakując to i owo. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia, przekraczasz oczywiście linię pomiędzy przyzwoitością a przeholowaniem.
Po
szóstym kawałku sernika z bakaliami czujesz nagle, że przez kolejny miesiąc nie weźmiesz nic do ust i udajesz się w ustronne miejsce, które jest elegancką a gustownie urządzoną toaletą. Szybko jednak się orientujesz, że nie działa wentylator, a niewielkie okienko z widokiem na kląb różany, jest zamknięte na amen... I wtedy się zaczyna. Na samą myśl zrobienia tam kupy, robi ci się gorąco. Poluzowujesz przed lustrem krawat i szybko kalkulujesz w myślach prawdopodobieństwo czasowe, które przygna w to miejsce następnego gościa... Natarczywie zadajesz sobie pytanie; czy zdąży się tu przewietrzyć...? Zaciskasz przy tym odbyt i wszystkie mięśnie pośladków w nadziei, że czynność konieczna przyzwoicie zaczeka, znajdziesz się w zaciszu swojej skromnej kawalerki...
Jednak
przekarmiony system trawienny buntuje się i nawet siła pozytywnego myślenia oraz umiejętność yogi z Tybetu okazują się bezsilne. Posłusznie i szybko zsuwasz portki i siadasz okrakiem na sedesie z drewna hebanowego. Muszla od razu trzeszczy salwą gazów i innych zawartości odbytu. Trudno ukryć, że iście nieprzyjemna woń atakuje w tym samym czasie nie tylko nos, ale ściany i każdy przedmiot tegoż pomieszczenia. Nawet mydło Lux śmierdzi wtedy gównem. Ciasne zaciskanie sedesu pośladkami, też zdaje się na nic. Trzeba przecież wytrzeć tyłek i wreszcie wstać i naciągnąć spodnie. Robisz to jednak szybko i nerwowo, a na koniec atakujesz spłuczkę, spodziewając się ostrego szumu wody w pokalanej muszli...tylko że tym razem słychać jedynie ciche bulgotanie i - nic poza tym. Spłuczka nie działa, a elegancka toaleta śmierdzi jak wnętrze jelita grubego... Znowu robi ci się gorąco, i tym razem przemywasz twarz zimną wodą. Na domiar złego, do drzwi puka piękna żona gospodarza i pyta ponętnym głosem, czy wszystko jest w porządku... Złorzeczysz jej w myślach, gdyż czujesz się jak wilk napadnięty w barłogu, nie wypada jadnak wrzasnąć, by dała nogę, a już w żadnym wypadku podawać przyczyny tej nagłej złości. Klniesz zresztą ( oczywiście w myślach ) na cały świat, i słabo ci się robi na samo wyobrażenie, jak pan domu i dyrektor w tej samej osobie stoi pochylony z miną filozofa nad czeluścią owej nieszczęsnej muszli i bezowocnie próbuje zreperować spłuczkę. Jego wykształcenie i wysoka pozycja klasowo-zawodowa nie pozwala mu oczywiście na nieprzyzwoite marszczenie nosa i wstrzymywanie oddechu. Znosi więc to wszystko mężnie, ze stoickim spokojem. Do toalety oczywiście co chwila ktoś zagląda, oferując coraz to inne pomysły uruchomienia spłuczki, a w międzyczasie, gówno twoje jest traktowane jak eksponat na wystawie, który wyłożono do publicznego oglądania. Ty, rzecz jasna stoisz z boku za drzwiami, i wprost umierasz ze zgrozy. Trudno zaprzeczyć, że tego typu sytuacje wyjątkowo hańbiące. Ledwo żywy ze wstydu, daleki jesteś od braterstwa i miłości bliźniego. Dostrzegasz nagle na półce w korytarzu mosiężnego żółwia, który był łapówką od ciebie za załapanie się w firmie dyrektora, i złość już rajcuje w każdej twojej komórce. Ta niepozorna figurka kosztowała ciebie dwie wypłaty, a mimo to, wylądowała w ciemnym kącie. Bez wątpienia, pokryta też kurzem. Zgarniasz więc szybko do kieszeni i wymykasz się stamtąd bez pożegnania.
I
co dalej? Rzecz jasna, pan dyrektor nigdy nie zauważy zniknięcia żółwia. Zapamiętał natomiast niespuszczony kał swego pracownika. Zapamiętali to i inni. Oto urocza panna Ela, do której od dawna zalecał się w pracy, ostatnio ma niewyraźną minę i nie odwzajemnia uśmiechów. Śmieje się za to dużo i głośno za jego plecami. I nie tylko ona. A on oczywiście coraz głębiej nienawidzi swego pracodawcy, że w ogóle dopuścił do takiego cyrku.

KONIEC  (2003)

 

Bezkrytyczność bliźniego- Czyli tabu...

Każdy ma kogoś, kogo jak to się mówi - zna... znajomi, rodzinka, przyjaciele, sąsiedzi, a co niektórzy i kamratów mają jeszcze przy służbie wojskowej poznanych. ci z bliska i z daleka, a nawet tacy, których się zna jedynie z tzw. widzenia.
Zaprasza
więc czasem taki do siebie, na herbatę, powiada. I herbata jest. Często w brudnej szklance. Z boku talerzyk z ciasteczkami. Owszem, ale co się dzieje, gdy akurat takich nie lubimy? Nie wypada prawda powiedzieć, by gospodarz poszperał w kredensie i podał coś lepszego. Tym bardziej, że sam zapewno też spoczął w pobliżu, często zbyt blisko, czego skutkiem jest nowa udręka, gdyż z ust mu jedzie, a nie ma jak od tego uciec, bo co się odsuniesz, to on pcha się z gębą bliżej. Gada wtedy o bzdurach, jako że nie wypada siedzieć cicho, a ty wdychasz opary jego niestrawności. Rzecz jasna, że rozumiesz co czwarte słowo mając uwagę tak nikczemnie rozproszoną. Denerwuje cię przy tym jaskrawy obrus na stole i męczy zakaz palenia, gdy włazi do pokoju kundel podobny do szczura i od razu celuje nosem w twój krok węsząc tam natrętnie. Dobre wychowanie każe wtedy uśmiechać się i pogłaskać pieska gospodarza. Lecz prawda jest inna. Masz ochotę posłać go kopniakiem choćby przez okno. Ale...nie wypada.
Innym
razem, chrzestny sąsiada wyrasta jak spod ziemi, gdy akurat obładowany zakupami szukasz pod drzwiami kluczy do mieszkania.... Zaczepia oczywiście i bezlitośnie pierniczy o pogodzie, czy też o łupaniu w kościach. Zupełnie ignoruje fakt, że ty padasz ze zmęczenia, i że okrutnie chce ci się skorzystać z toalety. Wysilasz się na uśmiech, co jadnak jest zachętą do dalszej paplaniny o niczym. Wypadało by o coś zapytać z własnej inicjatywy, ale milczysz, czując, że policzki ci drętwieją od wymuszonej grzeczności i ręce też...Oddychasz z ulgą, gdy gaduła wreszcie odchodzi.
Potem
taki kolega włazi bez pukania do twego ogródka, gdy akurat masz ochotę być tam sam, i z triumfem pokazuje nowy futerał do okularów. Bez wstępów pyta czy ci się podoba i zachwala, że kupił po zniżonej cenie. Znowu wymuszasz uśmiech, a tak naprawdę, masz chęć zapytać” ile dał za ohydę... Chcesz się go pozbyć, więc szybko pakujesz grabki i motyczki, a on nieproszony rozsiada się na ławeczce i rozpoczyna litanię na temat swej konkubiny. I jak tu wtedy powiedzieć, by spieprzał sobie gdzie raki zimują ?... Przyjmujesz papierosa, oczywiście stojąc obok, bo miejsca na małej ławeczce już dla ciebie nie starcza, jako że intruz przysiadł na samym środku. Masz ochotę powiedzieć prawdę, czyli; Józek, spadaj stąd...ale - nie wypada....
Sytuacje
tego typu bardzo nieprzyjemne. Osobna sprawa to grubasy... Zazwyczaj taki powiada, że jest na diecie i prawie nic nie je... Wybałusza ślepia i szczerze się dziwi, skąd u niego wzięły się zwały tłuszczu i cztery brody. To robi zwykle duże wrażenie. Ba, wzbudza litość i - ciekawość! Bo jak można dobić do wagi ponad 100 kilo, nic nie jedząc?... To oczywiście musi być sprawa tajemniczej choroby... Przytakujemy więc grubasowi...i - w to mu graj! Trik chwycił. Stu-kilowiec oddycha z ulgą i zazwyczaj wtedy udaje się na spacer, by pokazać, że nie zaniedbuje gimnastyki na świeżym powietrzu. Ale prawdziwy powód jest zupełnie inny... Jest to bowiem, spacer do piekarni za rogiem. Tam, ustawiony przy ladzie, wybiera wymyślne ciasteczka z kremem, mówiąc sklepowej, że to dla chorej na suchoty koleżanki... Chowa oczywiście pudełeczko z łakociami na dnie torby i - znika z łupem w parku. Starannie wyszukuje odosobnioną ławeczkę, najlepiej, ukrytą za krzakami, i wtedy dopiero atakuje zdobycz. Rozrywa opakowanie i połyka jego zawartość wielkimi kęsami, krem spływa mu po brodzie. Rozgląda się przy tym dyskretnie, bo nie daj Boże, gdyby nakrył go tam ktoś znajomy! Na tego typu wpadkę żaden grubas pozwolić sobie nie może. Na koniec starannie obciera usta, pozbywa się zdradzieckich papierków i serwetek, i rusza ku domowi. Oczywiście honorowo odmawia podwieczorku, a na kolację skromnie podskubuje kanapeczkę ze szczypiorkiem - bo przecież rodzina patrzy...! Za to gdy wszyscy już leżą w łóżkach, grubas nadrabia niedobór kalorii buszując po szafkach i lodówce. Gdy rano z kuchni rozlega się lament, że znikł placek z jabłkami i połowa rzymskiej pieczeni, gruby pan domu objaśnia leniwie, że trzeba było wyrzucić bo się popsuło...
Nie
unosi przy tym oczywiście oczu spoza gazety...
Morał
taki, że grubasy były, i będą, bo jak wszystkim wiadomo, lubią ZJESC!!!, a od powietrza się nie tyje.

KONIEC (lato 2003)

 

Portret pijaka

Moczem obciążone pęcherze...Wydłużone pragnieniem śmierdzące gęby, zgniłe od papierosów płuca, bita śmietana w kącikach ust...i puste kieszenie, oto co przynoszą do domu pijani obywatele. I tam dopiero zaczyna się bal. - Piwa bym sie napił! - Krzyczy taki już od progu. Przy sobie oczywiście nie ma nic, ale na pokaz wywraca kieszenie portek na lewą stronę, gdy tylko dostrzegnie na horyzoncie konkubinę. W głowie jednak nadal buszują iskry wysokoprocentowych wywarów, a to nakazuje być bohaterem nawet w melinie o trzeciej nad ranem. Poci się więc i sepleni, gdyż zapomniał o czym to przed chwilą prawił. Jednak ten chwilowy zanik pamięci owocuje ciemną plamą w kroku, która od razu paruje skisłym zygzakiem.
też pijaki, co srają pod siebie. Dzieje się tak przeważnie po dwóch litrach denaturatu i przeterminowanym słoiku ogórków małosolonych. Siedzi taki okrakiem na ławce w parku i zupełnie nie wie gdzie jest... Gada więc najpierw do wiewiórki, a później do własnej ręki. Kamraci od szumowiny już dawno się porozłazili po okolicy ( bo mogli jeszcze łazić ). Jest więc tam sam... Bzyczenie z tylnej części portek nie wróży nic dobrego, ale srałek nie zwraca na to uwagi. Pojawia się też i czkawka, która z głośnym mlaskaniem odrzuca pijany łeb w tył. Chwilami czknięcia schodzą się w parze z dmuchaniem w pory. Ten duet jast o tyle niebezpieczny, że rozprasza mizerne resztki pijackiej uwagi. I wtedy następuje punkt kulminacyjny...
Idzie
potem taki w szerokim rozkroku środkiem ulicy; płacze, śpiewa i zaczepia przejeżdżające samochody. Piesi omijają go z daleka. wreszcie, resztkami energii wtacza się na klatkę schodową, gdzie mieszka kolega kominiarz, też pijak. Zza drzwi rozchodzą się nieludzkie ryki przypominające śpiew, coś w rodzaju; - Przytul mnie, a bede twój...-. Dzwonek nie działa, a że jest głośno, nikt więc nie słyszy skrobiącego do drzwi osrańca.
Niektóre
pijaki posiadają cudowną wprost umiejętność i w stanie nieważkości potrafią przemienić się w różnego rodzaju profesorów, agentów i specjalistów, a co niektórzy, uchodzą za pułkowników. Z regóły typ tego pokroju nie wykroczył ponad piątą klasę podstawówki. Potrafi być bystry i inteligentny - ale, tylko w jednej, jedynej dziedzinie, a wiedza na dany temat zdobyta jest przez czysty przypadek i do tego dosyć skąpa... Nie na tyle zaś, by nie zadziwić i nie zaimponować kamratom, którzy nie znają się nawet na zegarku. Wystarczy parę trafnych zdań, i otaczające go grono gapi się na niego jak święty w Pana Boga... Stoi wtedy taki palant, czerwony na gębie z przepicia i wrażenia jakie wywołał, i przez moment przeżywa ultimatum pijackiej wzniosłości.
- No to pod to trza wypić!...- mówi Tadzio, koleś sypiający w altankach działkowych, i polewa ‘czystą’ w kieliszki. Jakże, towarzystwo profesora filozofii starożytnej nie tyka denaturatu...
Osobnicy
lubujący się w stopniach wojskowych mniej popularni. Tych, każdy szanujący się pijak omija jak zarazy. Zazwyczaj mają kurzy móżdżek i już po dwóch ‘pięćdziesiątkach’ lecą z nóg. Wywija wtedy taki w powietrzu górnymi kończynami bez ładu i składu, wrzeszcząc; baczność, padnij, spocznij...melduję posłusznie panie sierżancie...w tył zwrot...marsz!... Po trzeciej pięćdziesiątce, pijak tego pokroju potrafi już tylko naśladować karabin maszynowy, opluwając się przy tym obficie.
Podobnie
jest z kibicami piłki nożnej. tacy, którzy do znudzenia recytują wszystkie gole z ub. pięciolatki, pstrykając palcami w butelkę z ‘kwachem’. Kiwają się przy tym i wrzeszczą - sami do siebie oczywiście, gdyż z reguły ich nikt nie słucha. Te typy wyjątkowo uprzykrzone, gdyż hałas czynią wielki. Brać zebrana w pobliżu przekrzykuje się więc wzajemnie by usłyszeć co do siebie mówi, i robi się głośno jak na hali targowej w Pekinie.
Dosyć
lubiani pijacy-hochsztaplerzy. Jest to nieszkodliwy gatunek, gdyż przechwalają się jedynie po pijanemu i tylko osobnikom na równym im poziomie klasowym. Ba, często wprowadzają towarzyszy w dobry nastrój. -’W domu mam 4 telewizory...!- powiada taki i z rozbrajającą szczerością dodaje;- a tobie Kaziu, odstąpię jeden w każdej chwili...takiemu kumplowi jak ty, choćby zaraz!-
Ułapuje
przy tym oczywiście rozradowanego Kazia za szyję, który to nawet nie dostrzega jego wytartej lichej marynareczki i obuwia bez obcasów... Mało tego, Kazio jest tak zapalony do tego telewizorka, że od razu urządza spacer do monopolu i kupuje skrzynkę najlepszego piwa.
Potem
wniebowzięty Jureczek stawia kolejną taką partię, bo rozochocony hochsztapler obdarował go elektryczną trawokosiarką - oczywiście przyniesie kolesiowi za 2 dni...
- I naprawdę ci niepotrzebna?...-
- A niepotrzebna! Mam dwie, i tylko miejsce zajmuje! -
Na
koniec całe towarzystwo zabawiane jest opowiastkami typu - gosposia-ogrodnik-kucharz - i ile to i kto jest mu winien. A co potem? Nic. Hochsztapler na pewien czas znika. Po to, by się wyłonić na powierzchnię gdzieś po drugiej stronie miasta, zazwyczaj w miejscu, gdzie nikt nie zna jego gęby. Jest zawsze czyściutko wygolony i schludnie ubrany. I jedynie wystająca grdyka i czerwony pysk zdradzają, że to pijak...
Uprzykrzone
bywają zaś menty typu ‘Co złego, to nie ja... Zazwyczaj ciche, pełne skruchy człeki. Taki bezlitośnie wycyckuje z innych, gdyż nigdy groszem nie śmierdzi. Stale jednak spragniony, węszy nieustannie, kto by tu postawił... Broń Boże nie narzuca się, ale tu wyprosi piwo, tam zasiądzie do półliterka i jakoś przędzie. Charakteryzuje się także tym, że często przyczynia się do rozpętania większej popijawy i przy pierwszych dźwiękach rozróby ulatnia się. Oczywiście ze swoim co złego, to nie ja...

KONIEC (2003)

 

Pod płaszczykiem hojności( kolejna część tabu )

Rasa ludzka dzieli się na tych co mają, i na tych co nie mają... Ci drudzy zazwyczaj zazdroszczą tym pierwszym, a ci pierwsi nie lubią tych drugich. I tak w kółko, ale jak to się mówi, można chcieć i - dalej nie mieć. Powody są różne. A bo nie dopisał fart przy podziale majątku dziadka, to znowu obiecaną pracę dostał inny kamrat, czy też żywioł pożaru przemienił chałupę ze stodołą i wozem drabiniastym w kupkę popiołu. Można sobie wtedy gadać; - a ja chce to, czy tamto. Ale kto da? Owszem, są tacy, co dają...są. Prawda jast jednak taka, że nikt nie lubi dawać za darmo.
Ci zaś co przeczą, kłamią! Bo nawet przy najlepszych chęciach, gdzieś w zakamarkach świadomości brzęczy ( po cichutku oczywiście ) niższość natury z typowym; - A co ja z tego będę miał?...- Z gęby naturalnie nie wyczytasz nic.
Jak to było w przypadku Stanisława Kupy, co udał się do sąsiada by pożyczyć wiadro kartofli. Gospodarz, Władysław Susza, na pięciu hektarach traktorem się obwoził, czterdzieści świń kwiczało w chlewie i chałupę miał najlepszą we wsi. Co dnia mięso na obiad jadał i kalosze pierwszej jakości na pole wzuwał, czyli powodziło mu się dobrze.
Stasia Kupę los obdarował inaczej. Zamiast bogactwa, trosk mu nasypał w obejście ubogie. A to zdechła jedyna krowa na dzień przed Wigilią, żona uciekła do miasta, gdzie została konkubiną profesora literatury egipskiej, to znowu zaraza sprzątnęła poletko marchewki, a kury padły ofiarą ślepoty. Jednym słowem, płacz i zgrzytanie zębów pozostało.
Kupa długo wysilał się na odwagę zanim wziął w rękę wiadro i powędrował do bogatego sąsiada po drugiej stronie jaru.
- Pożyczy pan wiaderko kartofelków..? Zabrakło do sadzenia...-
Susza wodę pompował ze studni i na widok ubogiego kamrata niechęć zapiszczała mu pod czaszką. Jednak zarumienione lico uśmiech promienny posłało z 'Niech będzie pochwalony'...
- Kartofelki? Już sie robi! Przejdź pan do sieni, żona usypie do wiaderka -
- Oddam choćby jutro!.. Dziś, póki nie pada, sadzenie chciał dokończyć...Przyniosę zaraz z rana.. -
- Nie, nie,...co pan. Trzeba se nawzajem pomagać, tak czy nie?...Co tam, to drobiazg! Nam nie ubedzie... -
Iście piękne i szlechetne słowa!... Od razu po nich narzuca się myśl: ‘ Ale on dobry!...’ Lecz słowa są słowami, a prawda jest szyderczo inna. Bo oto, co Władysław Susza myślał naprawdę; - Znowu go tu przywiało?...Jesienią pożyczył główkę kapusty...też gadał, że przyniesie...a do dziś nie oddał. Co to ja, opieka społeczna, by rozdawać..? Mam dziada żywić..? -
Albo inna sytuacja. Tym razem w mieście. Piotr Nierusz, smażył w kuchni „mielone” , gdy zatarabanił dzwonek przy drzwiach. Szybko lecz niechętnie obtarł ręce w ściereczkę przy zlewie i poszedł otworzyć. W progu stał sąsiad z góry...
Marian Jeść miał 2 metry wzrostu, numer buta dwunastkę i zawsze wspaniały apetyt. Lubił gadać i był przy tym nudny.
- A dzień dobry! Witam!... - woła Nierusz z entuzjazmem, ale wewnątrz dusza mu opada do kolan..
- Ja tylko na chwileczkę - Mówi sympatycznie pan Marian wchodząc do mieszkania - Bo widzi pan...podejrzewam, że u nas w bloku zalęgły się myszy... Przepraszam, ale czy nie przeszkadzam..? -
- Ależ skąd! Proszę, właśnie pitraszę obiad! -
- Obiad..? Aaaaa, rzeczywiście. Uwielbiam zapach smażonej cebulki..! -
I ni stąd, ni zowąd, przybysz rozsiada się na tabotecie w kuchni. O myszach już więcej nie wspomina, ale za to rozgaduje się na wszystkie inne tematy śledząc oczywiście ruchy rąk gospodarza przy patelni. Piotr Nierusz też zerka ( dyskretnie oczywiście ) w stronę sąsiada z góry, gubiąc co chwila wątki jego dialogu. „Mielone” smaży teraz wolniutko, zmiejszając jednocześnie gaz pod rądlem z ziemniakami. Celowo ogranicza udział w rozmowie, o jednym tylko rozmyślając; - Kiedy on se wreszcie pójdzie?.. ‘ Ale nasz wysoki towarzysz nie ma zamiaru iść gdziekolwiek.
Tak się rozgadał na temat wilgoci w strefie równikowej, że z ziemniaków wygotowała się woda, a kotlety były prawie czarne od obracania.
- Zje pan ze mną..? - pyta nagle gospodarz.
- Ale..! Która to godzina? Zasiedziałem się...-
- Nic się nie stało. Jak to się mówi; Czym chata bogata!.-
- A prawda!.. Prawda to! - podchwytuje z zapałem dwumetrowiec i przysuwa się z taboretem do stołu.
- Czemu nie? Chętnie zjem. Bo jak to mówią; Dają to bierz, a jak biją, to uciekaj -
Nierusz parska sztucznie wymuszonym śmiechem.
- I to także prawda! - To mówiąc, stawia kopiasto nałożony talerz przed swoim uprzykrzonym sąsiadem i myśli, że najchętniej to by dał mu kopa w zad.
‘ Bo i jak to ? Myślałem, że w końcu se pójdzie...miałem taką nadzieję, że odmówi...a on rozsiadł się tu i wcina jak wieśniak zza Buga... Ma tupet i za grosz ambicji.., że też do pierona musiałem otworzyć drzwi właśnie jemu... Ale ma spust! No, no, no.., nic dziwnego, że wyrósł taki wielki...’
Jak więc wynika z powyższego, owe ‘ czym chata bogata ‘ jest powiedzeniem wielce nieszczerym. A tymbardziej, gdy wypływa z ust człowieka, który żyje na budżecie średniej pensyjki.
Owszem, często się słyszy, że ten tamtego czymś poczęstował, ale nigdy nie słychać myśli jadowitych temu towarzyszacych... Poczęstunek bowiem jest czynnością wielce ryzykowną. Zawsze towarzyszy przy tym myśl nadziei -...a może odmówi..? - . Czasem zdaża się, że obdarowywany wzbrania się przed poczęstunkiem ( z reguły śpieszy się na wykwitną kolację u swojej sekratarki ). Wtedy zawsze można zauważyć wyraz ulgi na gębie gospodarza. Nagle dostaje lepszego humoru i w przypływie entuzjazmu wyciąga ćwiarteczkę z barku... Gest ten jednak zaliczamy także do wysoko ryzykownych, gdyż po raz drugi zazwyczaj się nie odmawia. I taki kamrat co się przed chwilą śpieszył siada z powrotem, rozpina palto i mówi;
- A co mi szkodzi? Jednego się napiję... -
Tylko, że na „jednym” nigdy się nie kończy. A że ten „drugi” wykrzywia goryczą twarz, to na stole obowiązkowo musi pojawić się zakąska... Gospodarz znowu traci humor, przyglądając się z małpią miną pustej butelce. Szczerze żałuje swej hojności, do czego przyznać się oczywiście nie wypada...
Są tacy, co zaglądają po garnkach bez najmniejszej prowokacji. Przychodzi taki w porze podwieczorku, i już od progu gada; - Taki dziś byłem zagoniony, że jeszcze śniadania nie jadłem!. Masz co przegryźć?... - Pewnie, że bliźniemu się nie odmawia gdy głodny. Gorzej jest, gdy trzeba podzielić swoją porcję z owym niespodziewanym gościem...
‘ I co mi z tego przyjdzie?...’ Myśli wtedy ofiara nagłej wizyty. ‘ Nie mógł to do czorta kupić sobie coś po drodze?...’. Mógł, ale nie kupił. Mógł też w ogóle tam nie przyłazić, ale jednak, no cóż, takie coś przytrafia się każdemu z nas.
Najgorsze są jednak typy, które bez ustanku o coś proszą, nadrabiając miną, gestami i słowami, że oczywiście się zrewanżują... Tacy mają z reguły przysłowiową ‘ figę ‘ i żerują jak sępy na łaski miękkosercowych, czyli takich, co nie umieją odmówić.
Oto w biurze siedzi nad aktami pan Miecio i ze smakiem zajada z torebeczki „ Krówki” . Siedzący po drugiej stronie obszernego biurka kolega Wiesio przygląda mu się od czasu do czasu hipnotycznym wzrokiem. W końcu nie wytrzymuje;
- Daj cukierka - rzuca od niechcenia, a pilnie nagle przeglądając stos zadrukowanych papierów. Miecio posłusznie wyciąga ku niemu rękę ze słodyczami. Nieco później wydobywa ze swojej szafeczki butelkę wody mineralnej. Nie uchodzi to uwadze Wiesia;
- Daj się napić! Tak dziś gorąco...-
Cóż...bywa i tak. Mineralna zostaje polana do dwóch szklanek. Gdy nadchodzi pora lunchu, pan Wiesio jast nagle bardzo zajęty grzebiąc coraz pilniej w papierach.
- Słuchaj stary, - mówi do szykującego się do wyjścia Miecia - kup mi jaką  kanapkę...zwrócę ci potem... - Miecio macha ręką, i wychodzi. Dopiero za drzwiami pozwala sobie na zdięcie maski i z furią kopie mijany kosz na śmieci. Prędzej jednak zmieni pracę, niż powie towarzyszowi przy biurku co o nim naprawdę myśli...
Kanapkę oczywiście kupił. Dla poprawienia humoru zafundował sobie wysokogatunkowy dezodorant dla panów. Ledwo jednak po powrocie do biura chciał go wypróbować, jak usłyszal zza biurka;
- Daj się popsikać... -
Trutni tego typu można spotkać oczywiście wszędzie. Nie tylko w biurze. Czasem są nieśmiali i zamiast prosić o cokolwiek, gapią się na upatrzony fant złorzecząc właścicielowi. Oczywiście tę drugą czynność wykonują jedynie w myślach typu; ...żre jak świnia, a nawet nie spyta, czy ja mam ochotę skosztować...- Albo; ...codziennie na dupie ma inne portki, a tych stu złotych, to do dziś nie zamierza oddać...- I już nie odda. Chyba, że wierzyciel się w końcu sam upomni. Ale gdzie tam. Za ambitny!...I - za dobry. Bo jakże, przecież pożyczał z uśmiechem na gębie, ciesząc się z całego serca, że robi dobry uczynek i przysługę bliźniemu...
W podobny sposób naciął się Zenon Dziupla. Z natury przyjemny kawaler, uczynny, o miękkim sercu... Krawat pożyczył bratankowi i gdy na drugi dzień chciał z kolei od niego pożyczyć parę złotych, to tamten w odpowiedzi na to rzucił, aby wujek go w dupę pocałował... Dramat sytuacji polegał na tym, że bratanek był przyodziany w jego krawat, którego termin zwrotu upłynął z rana... I wiele jeszcze takich ranków przyszło i odeszło, a Dziupla ani krawata nie otrzymał, ani się po niego nie upomniał. Gryzł się więc z tym okrutnie. Zamiast spać,  łaził po północy wzdłuż pokoju, zemsty coraz to sroższe obmyślając.
Najlepiej podobała mu się ta, w której widział siebie wieszającego „szczeniaka” właśnie na tym nie oddanym krawacie. Szczerzył przy tym zęby i z pasją przeżywał każdą wizję odwetu. Sam, w zaciszu swej kawalerki, nie musiał wysilać się na rolę świętego. To zatrzymywał dla świata zewnętrzenego. Niemniej przyrzekał, że synalkowi swego przyrodniego braciszka, figę na drugi raz pożyczy... A inni?.. To co innego.
Niektóre typy o chamskim usposobieniu ignorują fakt, że pomoc zobowiązuje... Biorą, gębę wykrzywiają w a’la uśmiechu i - znikają.
Edward Młotek, z zawodu mechanik - złota rączka, dał się naciągnąć na pożyczkę narzędzi, których już więcej nie zobaczył. ( I to pomimo, że nosił bardzo silne okulary. ) Jego dłużnik, Jacek Grzmot, wyemigrował do Czech. Kumpel od piwa zwierzył mu się z tego w tajemnicy, oczywiście nie za darmo...
- Piwa bym sie napił... - zagadał, mrugając wyczekująco.
I co miał zrobić? Wyszperał ostatnie groszaki, jako że teraz całkiem źle mu się wiodło, gdyż z braku narzędzi nie miał pracy i - poszli razem na to piwo.

 

 KONIEC (2002)